Naprawy

Dziękuję za wszystkie sugestie, ponieważ poprawienie wszystkiego na forum zajęłoby godziny, to zaktualizowałam tylko wersję T na mojej stronie.
Dzisiaj wkejam sequel.

Naprawy

Do czasu, kiedy Hermiona poprosiła Rona, by odblokował jej okna, nabrał on tak dużej wprawy, że potrafił już odczarować szybę nawet na nią nie patrząc.
- Ślicznie tu - powiedział podczas pracy, rozglądając się po jej salonie - papiery i książki ułożone były w schludnych stosach, różdżki do pojedynków, które kiedyś stworzyła, zawieszone na ścianie nad jej biurkiem, by przypominały jej, do czego jest zdolna, gdy tylko wystarczająco ostro weźmie się do pracy. - Od razu wiedziałem, że to twój.
Nawet po tych całych tygodniach czuła, że się rumieni, gdy on mówił takie rzeczy. Uśmiechnął się, jakby też to zauważył, a potem skinął w kierunku drzwi zaszklonej gablotki z książkami, które otwierały się od czasu do czasu, jeśli Hermiona nie zniżyła się do użycia czegoś tak nieeleganckiego jak zaklęcie contrudo, by zatrzymać je na swoim miejscu.
- Skoro już tu jestem, to się tym zajmę.
Nawet nie wskazał na nie różdżką, tylko wyłowił ze skórzanego plecaka, który zawsze ze sobą zabierał, śrubokręt i użył go do podważenia zawiasu.
- Wszystko się skruszyło - powiedział, strzepując rdzawy proszek ze skorodowanego metalu. Hermiona zdecydowała, że nie będzie się strofować za wpatrywanie się w jego dłonie.
- Jeszcze trochę, a nic by z niego nie zostało.
- Czy spowodowała to mina? - zapytała niepewnie.
- Nie - czule poklepał drewniany regał, jakby dotykał starego, wiernego psa. - Czas. Nic innego tylko czas.
Kiedy byli w szkole, sposób w jaki Ron zdawał się pogardzać jej ciężko zarobionym profesjonalizmem rozwścieczał ją. Jeśli on nie był skory do pracy, mógł jej chociaż pozwolić, by używała swoich umiejętności za ich troje i przestać się wyśmiewać.
Teraz kiedy odkrył swój własny talent, zrozumiała, że jej gorączkowa praca i jego kpiny były objawami tego samego strachu: że okażą się bezużyteczni, niewystarczająco dobrzy. Że stanie się coś okropnego, a oni nie będą w stanie tego powstrzymać.
Ktoś powinien był nam pomóc - pomyślała, obserwując jak Ron bez najmniejszego wysiłku transmutuje długopis w bolec do zawiasu. Byliśmy tylko dziećmi. Nie powinni nas zmuszać do radzenia sobie z tym wszystkim.
- Proszę - powiedział, otwierając drzwiczki i zamykając je z powrotem lekkim pchnięciem. - Trochę oleju ze stóp chimery i będzie jak nowe. Czy jeszcze coś wymaga naprawy?
Spojrzała na jego opaloną, piegowatą dłoń obejmującą oparcie stojącego przy biurku krzesła - rękaw był podciągnięty, odsłaniając mięśnie przedramienia. Czy będzie bardziej żałowała gdy to zrobi, czy gdy tego nie zrobi?
- Hermiono - powiedział i podjął decyzję za nią, ujmując jej twarz w potężne dłonie i całując ją delikatnie, jakby wiedział, że jest już trochę w rozsypce.
Z początku był tak delikatny, tak powolny i ostrożny. Jego palce na jej skórze na powrót tworzyły ją trójwymiarową istotą, z wnętrzem i zewnętrzną powłoką - połączonymi ze sobą; jego skóra była tak pyszna dla jej palców,jak świeża brzoskwinia byłaby smakowita dla jej języka po długiej, głodnej zimie.
Przez długi czas dotykali się powoli, bez tchu, opierając się głębi pożądania, pozostając na mieliznach.
A potem on podniósł głowę, by spojrzeć na nią w słabym świetle przebijającym się przez zasłony przy łóżku, i na jego twarzy pojawił się szeroki, niedowierzający uśmiech. Przeturlał się i przykrył ją swoim ciałem.
- To ty - powiedział.
- Tylko ja - zgodziła się, wodząc opuszkami palców po wklęsłościach na jego barkach i ramionach.
- Nie - odparł przyciskając twarz do jej włosów i biorąc głęboki wdech. - To ty. Nareszcie.
Zapadał zmierzch, gdy tak leżała z głową na jego ramieniu, a jego palce bawiły się jej włosami. Zaklęcie, którego użyła wcześniej na zasklepionym oknie pokazywało gwiazdy i chmury, ale ani jaskółek, ani nietoperzy, ani płatków, które teraz wiatr unosił z jabłoni. To było coś całkiem innego.
- Ta ciemna plama na suficie od dawna tu jest? - skóra Rona zawibrowała pod jej policzkiem.
Spojrzała w kierunku, który wskazał.
- Nie wiem - odparła. - Nigdy wcześniej jej nie zauważyłam.
- Prawdopodobnie gdzieś zbiera się wilgoć. Zaraz się tym zajmę.
- Widziałam też takie plamy w bibliotece.
- Tak. Tym miejscem już od dawna ktoś powinien się zaopiekować. Mnóstwo roboty czeka.
Obróciła głowę, by pocałować jego piegowate ramię.
- Tak - odpowiedziała. - Dobrze, że tym razem zostałeś, by ją wykonać.

Koniec.