Rozdział 8. Życzenia

Rodowa biblioteka Malfoyów została dostarczona przez sowę w formie małej, mniejszej od talii kart, książeczki. Malfoy spojrzał na ozdobne "M" wytłoczone w skórze koloru wina i potrząsnął głową, a na jego twarzy wykwitł uśmieszek.

- Widocznie Katarynka nadal pamięta dewizę życiową skrzata domowego służącego rodowi Malfoyów - powiedział, po czym uniósł podbródek i zaczął naśladować pompatyczny ton głosu swojego ojca: - Jeśli w ogóle warto to robić, w takim razie jest to warte robienia doskonale.

Hermiona uśmiechnęła się.

- Myślisz, że chciałaby jeszcze jedną z tych koronkowych podkoszulek, kiedy znowu przyjdzie odwiedzić Zgredka i resztę?

- Jeśli miałbym być szczery - odparł Malfoy. - To sądzę, że wolałaby jeden ze sznurów do zasłon. Jej gust zdaje się być jeszcze dziwniejszy niż wcześniej. - Położył książkę na najbardziej stabilnym ze stolików w bibliotece i odchylił skórzaną okładkę.

Rozległy się odgłosy przypominające trzaskanie z bata, a książka rozwinęła się w setki tomów o różnych rozmiarach i kolorach, wzbijając przy tym tyle kurzu, że Harry'ego zaczęło swędzieć w nosie. Hermiona kichnęła.

- Mm, w porządku - powiedział Malfoy, układając książki w nierówne stosy. - To są podstawowe materiały, Potter, więc możesz tu zacząć... ja przerzucę te trzy... coś może być w Oxfordzkim Słowniku Magii, Miona, możesz go sprawdzić... och, tę powinno się przechowywać w pudle zakopanym co najmniej trzy stopy pod ziemią... Ach. Dziennik ojca.

Malfoy otworzył książeczkę i zmarszczył brwi, gdy ujrzał jedynie puste strony.

- Adiperio - powiedział, uderzając różdżką w kartki. - Nie... Nolocompigo. Miona, przychodzą ci na myśl jakieś inne sposoby na zdjęcie zaklęcia prywatności?

Nieważne, jak często go odgarniał, na oczy z uporem spadał mu kosmyk włosów. Pasmo wyglądało na miękkie, ale Harry przypomniał sobie, że w dotyku było jeszcze delikatniejsze. Szybko odwrócił wzrok.

Myślenie o sobie, jako o osobie, która chciała uprawiać niezobowiązujący seks ze swoim największym wrogiem nie było przyjemne.

Ale Malfoy był Malfoyem: samolubnym, zepsutym Ślizgonem; seks nie zmienił go magicznie w kogoś, kogo Harry mógłby polubić. A nic nie znaczący, niezobowiązujący seks był czym był, więc puls Harry'ego nadal gwałtownie przyspieszał kiedykolwiek Malfoy wchodził do pokoju - i przez większość czasu nawet Harry nie mógł pomylić swoich emocji z gniewem.

Przynajmniej Malfoy był już wcześniej na wojnie i rozumiał jak toczyły się sprawy tego typu. Nieprawdopodobnym było, by pomylił to - czymkolwiek to było - z jakiegoś rodzaju romansem - pomyślał Harry głaszcząc miękką, skórzaną okładkę książki, którą właśnie Malfoy wcisnął mu w dłoń. To było pocieszające.

***

Harry przeczytał dwa rozdziały "Wstępu do Kalligormancji" i z hukiem zamknął książkę.

- To niemożliwe - stwierdził.

Hermiona i Malfoy spojrzeli znad swoich książek - ona ze zmarszczonymi brwiami, on z przesadną troską, która sprawiała, że Harry miał ochotę go uderzyć.

- Miny nie mogą czerpać mocy ze wszystkich, którzy tutaj są. To niemożliwe.

- Potter, przecież to czułeś - wskazał Malfoy.

- Zgadza się, czułem coś i nie mogę tego wyjaśnić - odparł Harry. - Ale spójrz. Kalligromancja może zadziałać na niewielką odległość, tak jak zwykłe zaklęcie, ale tak naprawdę, to wszystko opiera się na nazwach, nieprawdaż?

- Ale mówiłeś, że kiedy śpiewałeś... - zaczęła Hermiona, ale Malfoy jej przerwał.

- Albo na tytułach.

- Racja, albo na tytułach, ale większość z nas nie ma tytułu. Więc jak może nas wykorzystać? Jak może w ogóle nas znaleźć?

Malfoy i Hermiona wymienili spojrzenia i oboje jednocześnie zamknęli książki, które wcześniej przeglądali.

- Kompendium Zapfa? - zapytała.

- Tutaj. Zielona okładka - odpowiedział. - Jeśli to gdziekolwiek jest, to musi być tu.

***

Prószący we wczesnych dniach grudnia śnieg przypomniał Harry'emu, że nadszedł czas na jego coroczny wypad do świata mugoli.

- Czy jest tutaj jakieś bezpieczne miejsce, gdzie można dostać niemagiczne kartki bożonarodzeniowe i je wysłać? - zapytał Remusa, próbując ignorować jak blisko on i Michelle Verte siedzieli na kanapie w pokoju wspólnym. - Nie sądzę żeby mój wuj i ciotka zdołali nie dostać ataku serca gdybym wysłał im sowę.

- Z tego co wiem, to świstomapa podłączona jest do pustego mieszkania koło stacji kolejowej w Middle Twombly - odpowiedział Remus, wskazując na wiszącą na ścianie mapę. Nagle jego twarz rozjaśniła się. - Mógłbyś zabrać starszych uczniów na wycieczkę terenową z mugoloznawstwa!

I tak oto Harry znalazł się w wiosce, spacerując ulicami, śledzony przez siedmiu uczniów pierwszego poziomu z mugoloznawstwa, z których niektórzy byli ubrani bardzo dziwnie, i Malfoya wyglądającego zaskakująco naturalnie w jasnych, spranych dżinsach, białym swetrze i parze beżowych, wysokich butów.

- Jak rozpozna pan tą... Nową Wieś? - zapytała Sarah McDuff, której udało się skomponować całkiem nie budzący podejrzeń mugolski strój, jeśliby przymknąć oko na różowe kapcie - króliczki.

- Będzie nowa, to przecież oczywiste - odpowiedział jej Fortunatus Grant, prefekt Slytherinu w stylu Percy'ego Weasleya. Grant odmówił wcześniej pozostawienia swojej różdżki w Hogwarcie, zmuszając całą grupę do czekania na niego, podczas gdy transmutował różdżkę w ogromną laskę zakończoną rzeźbioną, sowią główką. "Rekompensuje pan sobie za coś, panie Grant?" - zadrwił Malfoy, a Harry był zmuszony odwrócić głowę, by uczniowie nie zauważyli jego uśmiechu.

Na poczcie dzieci rozglądały się ciekawie, przekrzywiając głowy na bok, gdy słuchały nagranych kolęd, ostrożnie szturchając łańcuch, jakby spodziewały się, że poruszy się samodzielnie. W tym samym czasie Harry szukał kartki, która nie wyrażałaby żadnych poglądów, z którymi nie mógłby się w pełni zgodzić. W końcu zatrzymał się na "Życzę Wam wesołych Świąt", które było w miarę zgodne z prawdą.

- Profesorze? Co to robi? - zapytała go Madea Martim.

- No cóż, listonosz dostarczy to do mojego wuja i ciotki w Little Whinging. Rozerwą kopertę, spojrzą na obrazek. - W tym przypadku staroświecką rodzinę śpiewającą na saniach. - A potem otworzą ją i przeczytają. - Później najprawdopodobniej ją spalą - ostatnie zdanie Harry wypowiedział jedynie w myślach.

- Mógłby pan sprawić żeby ten obrazek naprawdę śpiewał. To proste zaklęcie. Każdy czwartoroczniak potrafi je rzucić.

- Tak, ale moja ciotka i wuj... są trochę... inni. - Harry miał świadomość tego, że wuj Vernon otwierał każdą kartkę świąteczną ze strachem, tylko czekając aż coś na niego wyskoczy. Wyobrażanie sobie tego momentu sprawiało mu największą z przyjemności, jakie czerpał tego z corocznego rytuału. - Oni nie... tolerują dobrze magii.

- Miło, że ich oszczędzasz - powiedział mu do ucha Malfoy. Harry uśmiechnął się.

- Sądzę, że z każdym rokiem strach narasta.

Kiedy podszedł do okienka zapłacić za kartkę i kupić znaczek, uczniowie otoczyli go wianuszkiem.

Jack Talos zabrał mu z ręki świeżo nabyty znaczek.

- To to zmusza listonosza żeby poszedł do ich domu? To jakiegoś rodzaju Imperius przetransmutowany w mały kwadracik z klejem?

Harry spojrzał znad kartki, na której właśnie pisał "wasz siostrzeniec, Harry" .

- Są z Lokalnego Ośrodka dla Niepełnosprawnych Umysłowo - mruknął do urzędniczki.

- Biedne owieczki - odpowiedziała.

***

- Na poniedziałek chcę osiemnaście cali o Poczcie Królewskiej - ogłosił klasie Malfoy, kiedy tylko wrócili do Wielkiej Sali. - Wszystkie informacje źródłowe znajdziecie w "Zajęci Ludzie, Zajęte Miejsca".

Wszyscy uczniowie rozeszli się do swoich pokojów wspólnych, a Harry i Malfoy skierowali się do pokoju nauczycielskiego.

- "Zajęci Ludzie, Zajęte Miejsca"? - zdziwił się Harry.

- Teksty z mugoloznawstwa zatwierdzone przez radę nadzorczą są nie do przyjęcia - wyjaśnił Malfoy. - Edycja "Zrozumieć Mugoli" Calenduli Hawkshaw z roku dwutysięcznego ma cały rozdział poświęcony konserwowaniu kuszy. Więc Miona zdobyła kilka książek od swojej kuzynki, która uczy w przedszkolu, dzień dobry, profesorze - dodał kłaniając się statui Snape'a.

- Dzień dobry, panie Malfoy. Panie Potter, pana guziki są krzywo zapięte.

Harry spojrzał w dół.

- Cholera! Przepraszam, profesorze... Malfoy, dlaczego mi nie powiedziałeś? - Harry przyspieszył, kierując się w stronę swoich kwater.

- Uspokój się. Miałeś kurtkę. - Malfoy obdarzył go uśmieszkiem i podążył za nim do pokoi Harry'ego. Pokłonił się mleczarce. - Draco Malfoy, do usług. Potter, nie przedstawiłeś mnie swojej odźwiernej.

- Bo cię tutaj nie chcę, Malfoy - odparł Harry, odwracając się do niego plecami, by poprawić źle zapiętą koszulę.

- Mm. A gdzie mnie chcesz? - Harry podskoczył nieznacznie, kiedy dłoń Malfoya ześlizgnęła się po jego brzuchu.

- Jak brzmi Australia? - Ale widok bladych, przyozdobionych pierścieniami palców Malfoya na jego skórze sprawił, że nie mógł powstrzymać się przed oparciem się o niego.

- Cholernie gorąco o tej porze roku w Australii - powiedział Malfoy, muskając ustami kark Harry'ego.

- Przydałoby ci się trochę słońca. Jesteś bledszy od Irytka. - Harry zakończył rozpinanie guzików i zaczął zapinać je ponownie. Malfoy odsunął jego dłoń i powoli rozwarł poły koszuli.

- Mam być cały opalony i spierzchnięty jak jakiś chłop na roli? - Palce Malfoya schwyciły i pociągnęły oba sutki Harry'ego w tym samym czasie i ten nie był w stanie powstrzymać się od wydania dźwięku. - To bardzo odpowiada tobie i Weasleyowi. Nie zachowujecie nawet pozorów przynależności do klasy.

- Więc się... - Harry urwał, szybko nabierając powietrza, kiedy dłonie Malfoya pogładziły przód jego spodni. - Um. Zniżasz.

- To jedna z ubocznych korzyści bycia arystokratą. Zabawianie się ze służbą.

- Nie wiedziałem, że korzyści mogą być uboczne - Harry mówił bez sensu, ale zważywszy, że Malfoy właśnie odpiął jego spodnie, nie było to niespodziewane. Sięgnął za siebie, by chwycić biodra Malfoya, a ten poprowadził go kilka kroków w bok i przewrócił ich obu na kanapę.

Pozycja siedząca wyrównała ich wzrosty tak, że zamiast mówić do jego karku, Malfoy pieścił ustami jego ucho, wywołując serie dreszczy i sprawiając, że wzdłuż szyi Harry'ego pojawiała się gęsia skórka. Potem Malfoy potarł swoją twarzą o włosy Harry'ego i wziął głęboki wdech - czyżby go wąchał? Nie powinien tego robić. Harry oparł się o lewe ramię Malfoya, które leżało na oparciu kanapy i obrócił się lekko po pocałunek.

Dżinsy Malfoya były dobrze znoszone i miękkie. Harry pogładził jego udo, tak daleko jak tylko mógł sięgnąć, a Malfoy zamruczał do jego ust.

Wszystko działo się zbyt wolno i to denerwowało Harry'ego. Zbyt wiele czasu pomiędzy pocałunkami na szepty i wzdychanie, jakby byli jakąś zakochaną parą czy coś w tym rodzaju, i Harry musiał powstrzymywać się przed wypowiadaniem takich kwestii, jak: "Twoje włosy są takie miękkie.", "Tak, dotknij mnie tutaj.", "Tak lubię twój dotyk" - bo to wszystko nadawało się dla romansu, dla takiego typu związku, który tworzyli ludzie nie będący bohaterami i nie działo się to w czasie wojny. Nie pasowało to do uwalniania napięcia przez obmacywanie się z kimś, kto nie umiał nawet zachować się przyzwoicie w stosunku do niego, gdy byli w towarzystwie.

- Patrz - szepnął Malfoy, lekko szturchając jego głowę i Harry spojrzał w dół, by zobaczyć, jak migocząca dłoń Malfoya rozchyla jego rozpięte spodnie i wyjmuje jego członek. - Obserwuj - nalegał Malfoy, spoglądając Harry'emu przez ramię, kiedy dotykał go delikatnie - wystarczająco, by drażnić, ale zbyt lekko, by dać satysfakcję...

- Boże... - westchnął Harry i owinął swoją dłoń wokół ręki Malfoya, wreszcie zamykając oczy, kiedy zmusił Malfoya, by chwycił go mocniej, ciaśniej, o co błagało ciało Harry'ego, znowu i znowu. I Malfoy poddał się z westchnieniem i zaczął całować go, aż Harry wytrysnął na ich ręce.

Przez chwilę leżał, dysząc w usta Malfoya, a potem poczuł, jak usta tego ostatniego poruszają się, gdy szeptał zaklęcie oczyszczające. Otworzył oczy, spodziewając się jakiegoś złośliwego komentarza na temat swojej samokontroli i został zaskoczony przez wyraz czystego głodu na twarzy Malfoya, który został ukryty, jak tylko Ślizgon spostrzegł, że Harry na niego patrzy.

- Co ze mnie za gospodarz? - zapytał Harry i popchnął Malfoya, tak że ten położył się na kanapie. Potter wczołgał się na niego.

Malfoy całował go dziko, przytrzymując jego twarz dłońmi, ocierając się o kolano Harry'ego, aż zdawało się, że wystarczy mu robienie tylko tego, aż do momentu, gdy osiągnie spełnienie. Kiedy Harry wycofał się, Malfoy zacieśnił swój chwyt.

- Szsz - uspokoił go Harry, jedną ręką rozpinając dżinsy. Dłonie Malfoya nie opuściły jego włosów, kiedy przesuwał się w dół jego ciała i brał członek Malfoya do ust.

Posiadanie takiej władzy nad Draco Malfoyem miało w sobie coś odurzającego i Harry lekko obnażył zęby, tylko po to by przypomnieć mu, że może. Malfoy zadrżał, a jedna z jego dłoni opuściła włosy Harry'ego i nagłe stłumienie pojękiwań Malfoya powiedziało Harry'emu, że zasłonił nią swoje usta.

Nawet wtedy wydawał z siebie dźwięki, to samo ciche skomlenie, które Harry zapamiętał z poprzedniego razu. Draco Malfoy błagający! Zwycięstwo sprawiło, że poczuł się hojny i dał Malfoyowi więcej wszystkiego - więcej głębi, więcej ssania, więcej szybkości - aż, biorąc pospieszny wdech, Malfoy doszedł w jego ustach.

Natychmiast, jeszcze gdy jego członek pulsował w dłoni Harry'ego, przyciągnął go do siebie po pocałunek. Złapanie oddechu i rozluźnienie uchwytu na włosach Harry'ego zabrało mu trochę czasu.

Harry odkrył, że nie może nie uśmiechnąć się do Malfoya, zmierzwionego z poróżowiałymi policzkami i ciężkimi powiekami, a odpowiadający uśmiech Malfoya był słodki i senny przez chwilę, zanim nie powróciło do niego zwykłe ostrze.

- Niektórzy ludzie na Mikołajki dostają prezenty w butach - powiedział leniwie. - Jeszcze nie słyszałem o nikim, kto dostawał je w spodniach.

Harry zachichotał.

- To ty jesteś zwolennikiem innowacji. - Z pewną trudnością wyplątał się i usiadł, by poprawić koszulę. - Choć przypomina mi to, że powinienem w tym tygodniu wybrać się do Hogsmeade. Nadal zostało mi jeszcze kilku Weasleyów, którym nie kupiłem prezentów... - Spojrzał na Malfoya, który nadal leżał na jego kanapie. - Będziesz sam na święta, nie?

Malfoy wzruszył ramionami, usiadł i zaczął zapinać dżinsy.

- Nie robiłem jeszcze planów.

- Mógłbyś... Molly prawdopodobnie nie miałaby nic przeciwko, jeśli bym wziął cię ze sobą do Nory. Tak myślę. Jeśli chcesz.

Oczy Malfoya zwęziły się.

- Z wielką przykrością muszę odmówić, w każdej chwili mogę otrzymać więcej propozycji.

- Wybacz mi, że próbuję ci pomóc. - Harry czuł się urażony. - To nie jest mój dom, wiesz. Nie mogę przyprowadzić byle kogo.

- Nie narażaj się z mojego powodu. - Malfoy wstał, naciągnął sweter, by wyprostować z niego wszystkie zmarszczki, i wyszedł pokoju. Zanim Harry zapiął spodnie, koszulę i ruszył za nim, Malfoy zdążył już zniknąć z pola widzenia.

***

W wieczór wigilijny Harry, Ron, Charlie i Sofia użyli świstomapy, by przemieścić się do Hogsmeade, skąd razem aportowali się na próg Nory.

Z jednego z pustych kurników dochodził rozdzierający uszy hałas. Po chwili, gdy Harry przyzwyczaił się już wystarczająco do zgiełku, udało mu się wyróżnić głos śpiewający: "Zbiorę straszliwą armię i przeprowadzę ją przez największe niebezpieczeństwa. Na przekór całemu wszechświatowi, pokonam kościsty pęk róż..."

- Cudownie! Ginny sprowadziła swój zespół - zachwycił się Ron.

W kuchni panowało gorąco, a unoszące się zapachy przyprawiały o ślinotok. Przez kłęby pary Harry mógł dojrzeć Molly trzymającą po różdżce w każdej dłoni, dowodzącą pięcioma lub sześcioma zadaniami dotyczącymi gotowania i sprzątania naraz. Choć kiedy ich zauważyła, rzuciła wszystko i podbiegła, by ich uściskać. Nadal zachwycała się wzrostem Harry'ego, kiedy drzwi się otworzyły i wszedł Percy. Za nim podążył Artur, opierając cały ciężar ciała na kuli.

- Co się stało? - zapytał go Harry, kiedy Percy obdarzył Charliego i Rona sztywnym uściskiem dłoni. Ministerialny identyfikator Percy'ego był wypolerowany na wysoki połysk.

- Jedna z waszych tajemniczych magicznych min, jak mi powiedziano - odparł Artur. - Jestem na liście oczekujących na zaklęcie lecznicze, ale oczywiście uzdrowiciele z ministerstwa mają jeszcze wielu do obsłużenia zanim przyjdzie moja kolej. Ale opowiedz mi o Ameryce! Czy widziałeś jedną z tych myślących maszyn - jak im tam - konfuterów?

Z salonu rozległ się dziwny hałas. Ron spojrzał na swoją matkę.

- Czy znowu pozwoliliście Fredowi i George'owi dekorować? Niczego się nie nauczyliście? W zeszłym roku - zwrócił się do Harry'ego. - Testowali nowy rodzaj jemioły, żeby zobaczyć, czy nie będą mogli sprzedawać jej w Weasley & Weasley Nowinki w Hogsmeade i mama spędziła całą Wigilię całując...

- Każdy, kto nie znajdzie się w ciągu pięciu minut poza kuchnią, niech lepiej już zacznie rzucać zaklęcia zmywające - głośno przerwała Ronowi Molly.

Nagle przez otwarte drzwi doszło do nich głośne gęganie i coś szarego uderzyło Harry'ego w klatkę piersiową.

- Spielberg! - rozpromienił się, chwytając gęś, której łapy nie były przystosowane do siadania na jego ramieniu, tak jak zrobiłaby to Hedwiga. - Och, świetnie, przyniosła mi paczkę! - Otworzył pakunek i wyciągnął ze środka nierówny przedmiot.

- To nie jest żywe, tak? - spytał nerwowo Artur.

- To pinata, ale nie wiem, po co - powiedział Harry. Po czym obrócił ją i spojrzał w zaopatrzony w wielkie kły pysk. - Och, na... - pokazał go Ronowi. - To guziec. Chcieli dobrze.

- Czekaj, tu coś jest. - Ron odczepił od nogi Spielberga arkusik papieru. - Kartka i... - Podał Harry'emu mały wianuszek spleciony z sosnowych igieł. Harry pośpiesznie wcisnął go do kieszeni.

- Blessed Yule and Io Saturnalia - Ron odczytał z kartki. - Od twoich przyjaciół z Coven w Ameryce.

- To Amerykanizm na "Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku" - wyjaśnił Arturowi Percy, a Artur zaniósł pinatę do salonu, by tam czekała na świąteczny poranek.

Hałas dochodzący z kurnika umilkł i po chwili pojawiła się Ginny, za którą przyszły jeszcze dwie czarownice i jeden czarodziej. Wszyscy byli ubrani w coś, co przypominało stroje do amerykańskiego baseballu, na które założyli ledwie sięgające kolan szaty.

- Moda - prychnął Percy. - Oczywiście jutro rano będę musiał wyjść do pracy, mamo. W pierwszy dzień świąt otwierają biuro na jakieś duże spotkanie z kilkoma inspektorami z biura aurorów. Nie powiedzą nam, co chcieliby przedyskutować, ale zapamiętaj moje słowa, na pewno będzie im chodzić o ekstradycję śmierciożerców.

- Nadal jest wielu śmierciożerców? - spytał Harry.

- Cóż, wiem, że chłopak Malfoyów jest w Hogwarcie. Nosi znak. - odpowiedział Percy.

- Malfoy jest smarkaczem, nie śmierciożercą - odparł Harry. - Jestem pewien, że macie większe zmartwienia od niego.

***

Spielberg został wysłany na odpoczynek do kurnika z surowym poleceniem, by nie spać w żadnym z instrumentów - "choć nie mam pojęcia jak on będzie w stanie odróżnić autoharmonię Marty od zepsutej kosiarki ojca." - szepnął do Harry'ego Fred. - "Chyba że odpali oba i zaśnie w tym, który będzie lepiej brzmiał".

Na kolację podano zupę jarzynową z kociołka, który zdawał się nigdy nie opróżniać - był to taki sam cud jak to, że udało im się wszystkim zmieścić przy stole, który wyglądał na nie większy od szafki nocnej Harry'ego.

Kiedy skończy jeść na zewnątrz rozległo się lekkie pyknięcie.

- Chodźcie - zawołał przez drzwi George. - Im więcej tym nudniej. - Drzwi otworzyły się i weszła Hermiona. Po piętach deptał jej Malfoy.

- Przepraszamy za spóźnienie - powiedziała Hermiona, ściskając serdecznie Molly. - Nie, nie, nie wstawajcie, już jedliśmy i możemy usiąść przy kredensie. Kto nie poznał jeszcze Dracona?

Przywitanie Percy'ego było zimne, ale nie mógł wszcząć awantury, gdyż Ginny i jej zespół już ich otoczyli.

- Draco Malfoy? Czy to nie ty byłeś przez cały rok mugolem?

- Mugolem? Naprawdę? - Artur przepchał się przez tłum młodych muzyków. - Może potrafisz mi wyjaśnić rolę faktów elektronicznych. Czy używa się ich do badań?

Ron przecisnął się przez to całe zbiorowisko i opadł na siedzenie pomiędzy Fredem i George'em, którzy widocznie mieli sporo do nadrobienia, a Percy osaczył Charliego i Sofię, zadając im szeroko rozumiane pytanie o "stan spraw na kontynencie". Harry'ego zaskoczyło, że wkrótce przyłapał się na ziewaniu.

- Dobry Boże, spójrzcie na zegar - Molly zwróciła się do Rona. - Harry, Draco i Evander nocują u ciebie. Spróbuj się o nich nie potknąć, gdy będziesz szedł na górę.

Jedyny chłopak w zespole Ginny, który musiał mieć na imię Evander, powiedział wszystkim "Ponurak" i za aprobatą ogółu rozpoczęli wspólną wspinaczkę po schodach.

Pokój Rona był, jeśli to tylko możliwe, jeszcze gęściej udekorowany plakatami armat niż podczas ostatniej wizyty Harry'ego. Evander opadł na krzesło Rona, położył stopy na biurku i natychmiast zaczął chrapać. Harry wykopał ze skrzyni u stóp łóżka dwa pomarańczowe koce, podał jeden Malfoyowi, a sam owinął się drugim i położył się na podłodze. Malfoy zrobił to samo po drugie stronie drzwi, po czym wyszeptał "Nox". Światło zgasło, pozostawiając jedynie wpadającą przez niewielkie okienko księżycową poświatę.

Harry słyszał dochodzący z dołu głos Hermiony i pozostałych dziewczyn: "There was a drake went out to rake, Christ-i-mas day, Christ-i-mas day"* i stłumiony krzyk Percy'ego: "Czy moglibyśmy zaznać trochę ciszy?"

- Kiedy cię zaprosiłem, odpowiedziałeś, że będziesz miał inne plany - powiedział Harry do Malfoya, obniżając głos, by nie obudzić Evandera.

- Tak - odparł Malfoy. - Planowałem spędzić święta z przyjaciółką. - I odwrócił się do Harry'ego plecami.

***

Harry'ego obudził huk i krzyk: "Fred!". Pierwszą rzeczą, którą zobaczył, kiedy zszedł na dół, były skarpety, tak wiele skarpet, że zasłaniały całe palenisko. Hermiona już piła z Ginny i pozostałymi muzykami gorące kakao.

George wyczołgał się spod sterty skarpet, mamrocząc coś i zginając swoją różdżkę.

- Och, cześć Harry - powiedział. - Nie widziałeś żadnego latającego w koło ostrokrzewu?

- Dosłownie latającego w koło? - Harry rozejrzał się nerwowo.

- Czekaj, widzę go! - zawołał od strony drzwi Fred. George pobiegł za nim, wołając: "Nie, kierował się na komórkę".

W kuchni stał Malfoy ubrany w fartuch w kwiaty, włosy miał ściągnięte jedną z niebieskich wstążek Ginny, w jednej ręce trzymając różdżkę, a w drugiej drewnianą łyżkę.

- Cały sekret tkwi w małym ogniu - powiedział Molly.

- I pomyśleć, że oni potrafią zrobić to wszystko bez zaklęcia zagęszczającego! Och dzień dobry, Harry! Czekolada na piecu, możesz jeść wszystko, co tylko sobie wyszperasz - tylko stuknij w chlebak, bo czasem się opróżnia, jeśli nie odnawia się zaklęcia Pastrium...

Po zabieraniu swojego śniadania do salonu, Harry usiadł z Charliem, Hermioną i jedną z dziewcząt z zespołu Ginny, którzy obserwowali jak Sofia mamrocze nad Arturem zaklęcia uzdrawiające. Po chwili, wycierając ręce o fartuch, z kuchni wyszedł Malfoy i oparł się o poręcz fotela Hermiony.

- Doskonale! Wątpię czy uzdrowiciele poradziliby sobie z tym choć w połowie tak dobrze - rozpromienił się Artur, lekko się rozciągając - Ale wy jesteście z Hogwartu. Obawiam się, że szkoła zawsze wyprzedza ministerstwo o przynajmniej dwa kroki. Robimy z siebie idiotów, znowu i znowu prześcigani przez bandę ludzi, która ledwie ukończyła naukę. - Przez Artura przemawiała raczej duma niż urażona ambicja.

- Percy - zawołał w kierunku kominka. - Chodź i opowiedz Harry'emu o twojej nowej posadzie! Percy jest młodszym podsekretarzem Wydziału Dyplomacji.

- Naprawdę? - Hermiona wychyliła się w ich kierunku. - Obecnie czarodziejska społeczność zmierza się z ogromem fascynujących wyzwań jak chodzi o dyplomację.

- Z pewnością - zgodził się Percy. - Wojna pozostawiła stosunki międzynarodowe w karygodnym stanie. Nie wspominając już o sojuszach z innymi nieludzkimi, magicznymi społecznościami na terenie Anglii.

- Mam nadzieję - powiedział Malfoy zwykłym sobie przeciągającym sylaby tonem. - Że sprawa dementorów nauczyła ministerstwo bardziej selektywnego doboru swoich sojuszników. - Spojrzał na Percy'ego z uprzejmym wyrazem twarzy, który zawsze przybierał, gdy był pewien wygranej w sporze.

Usta Percy'ego zwęziły się.

- Nie zaprzeczam, że poprzedni minister popełnił w swoich osądach błąd. Gdyby był świadom informacji, która wyszła na światło dzienne...

- Informacji? - Malfoy rozciągnął to słowo. - Gdzie była luka w instruktażu, który otrzymał minister? Nie napisano, że dementorzy gwałcili czarodziejską godność? Że mogli wyssać nasze umysły i magię bez naszej zgody? Że nie, nie kierowała nimi żadna wartość prócz chciwości? To były dla niego nowe informacje?

Harry nigdy nie słyszał, by Malfoy mówił z taką samą szybkością, co normalny człowiek, ani nie widział, by siedział prosto, zamiast przyjmować swoją typową niedbałą pozę. Wargi Percy'ego zaciskały się i zaciskały, a jego oczy stawały się węższe i węższe. Reszta zebranych obserwowała ich z niepokojem.

- Dementorzy nie byli niczyją bronią - zadrwił Malfoy. - I stanowili naturalnych sprzymierzeńców Ciemności.

- Wyobrażam sobie, że w tej kwestii mógłbyś być ekspertem - odgryzł się Percy.

Harry poczuł, jak siedząca obok niego Hermiona sztywnieje, ale Malfoy odpowiedział jedynie:

- Dokładnie. - I usiadł z powrotem, usatysfakcjonowany, jakby Percy właśnie przyznał się do porażki. - Być może powinienem zostać konsultantem ministerstwa - dodał po chwili. - Mógłbym stanąć na czele Departamentu Do Spraw Mierzenia Własną Miarką

Dziewczyna z zespołu zachichotała.

- To smutny dzień - powiedział z irytacją Percy. - Kiedy łapię się na bronieniu dementorów. Decyzje poprzedniego ministra stawiają mnie w bardzo niewygodnej pozycji.

***

W połowie poranka przybyła sowa z listem

- To od Keket - krzyknęła Molly, otwierając kopertę. - Wiesz, od córki Bila - wyjaśniła Harry'emu. - Nie widzieliśmy się z nią od Nocy Duchów. - Rozwinęła kilka kartek pokrytych pismem dziecka w wieku wczesnoszkolnym.

"Wszystkim Wesołych Świąt! Dziękuję Wam za wszystkie prezenty. Sweter znowu pasuje jak ulał, a ciasta były pyszne. Mama mówi, że wujek Fred i wujek George przeszli samych siebie przy pudle z niespodziankami. I och! Wujku Charlie, ta aerojaszczurka jest doskonała! Nazwałam ją Anat i wygląda jak dokładnie smoczątko i jeździ na moim ramieniu i śpi w moim łóżku!" - Małe ruchome zdjęcie przedstawiało niewielkie smokopodobne stworzonko poruszające skrzydłami. - "I dzięki cioci Ginny za okarynę - mama mówi, że jest okropnie piskliwa, więc przez większość czasu trzymam ją pod zaklęciem Tacitum, ale Tolkach-Rychag mówi, że jest ona doskonałym instrumentem do pieśni ludowych Kobalinów i już nauczyła mnie tańca Mica. I podziękujcie wujkowi Percy'emu za książkę - choć fragment o "Rebelii Goblinów" brzmi trochę tendencyjnie. W książce, którą napisała Tolkach-Rychag jest całkiem inaczej."

- Jej goblińska babka - wyjaśnił Ron, patrząc Harry'emu przez ramię. - Opiekowała się Keket od kołyski.

- Historia Goblinów jest pasją Keket - wtrąciła Molly. - Tak samo jak Charliego są smoki, Rona quidditch, a Ginny muzyka.

- A bliźniaków chaos - uzupełnił Ron.

- Szkoda, że jej tu nie ma - westchnęła Molly. - Kiya robi, co może, ale z Egiptu do Anglii jest tak daleko, że aportacja zostawia cię półżywym na całe dnie.

- Mugole mają nad nami przewagę ze swoimi fonotelami - stwierdził Artur.

- Dlaczego nie poprosicie Miony, żeby zrobiła wam Transauditum? - zaproponował Malfoy.

Pomysł zadziałał doskonale i po niedługim czasie pokój wypełnił się głosem córki Billa.

- Wesołych Świąt! - mówiła. - Ciociu Ginny, ciociu Ginny, pozwól mi zagrać ci piosenkę! Wujku Charlie, słyszysz jak Anat gwiżdże?

- Jak tam Kiya i Podnośnik? - głos Artura przebił się przez hałas.

- Tolkach-Rychag - skarciła go Keket. - Powinieneś używać jej prawdziwego imienia, dziadku - w końcu ona nie mówi na ciebie "Silny jak Niedźwiedź"! Wujku Charlie, czy będę mogła wziąć Anata do Hogwartu, kiedy przyjadę za rok? Tolkach-Rychag mówi, że będą uczyć o tatusiu na historii magii i że każdy będzie wiedział, że jestem córką bohatera!

***

Wydawało się, że między końcem rozmowy, a momentem, kiedy magicznie wzmocniony głos Molly zawołał ich na obiad minęła zaledwie chwila.

Gdy każdy był już pełen, Fred i George przekonali ich do wypróbowania nowej, eksperymentalnej wybuchowej niespodzianki, nad którą pracowali w Weasley & Weasley.

Potem, kiedy bliźniacy odbudowywali ścianę w salonie - "to już trzeci raz w tym roku, nie wspominając już o werandzie" - skarżyła się Molly - wszyscy zaczęli pracować nad amerykańską pinatą Harry'ego. Najniższa z przyjaciółek Ginny przełamała ją i została obsypana deszczem słodyczy.

- Świetnie, są Marsy! - Harry chwycił jednego.

Artur zmarszczył brwi.

- Ale przecież one w ogóle nie są z Marsa.

- Zostawcie sobie miejsce na chlebowy pudding Dracona - poleciła im Molly, ustawiając parujące danie na stoliku.

- Możemy... - zaczął Fred.

- Nie zanim nie skończycie ze ścianą!

W pokoju zapanowała przepełniona spokojem cisza.

- Cóż - powiedział po chwili Malfoy. - Nie tak dobrze zorganizowane jak Boże Narodzenie śmierciożerców, ale muszę przyznać, że jedzenie jest lepsze.

Harry poczuł jak stojąca za nim Hermiona zamiera w bezruchu. Molly otworzyła usta. A potem był stłumiony chichot George'a i zanim Harry się obejrzał, cały pokój tonął w śmiechu. Nawet Percy uśmiechnął się pobłażliwie.

Promieniejąc, Molly poczęstowała ich butelką Magicznego Miodu Bumble'a.

- Za Boże Narodzenie - zaproponował Artur.

- Za Keket - powiedziała Molly, kiedy spełnili już pierwszy toast. - I za Kiyę i Pod.. er.. babkę Keket. I... pamięć Billa - wszyscy znowu wypili.

Harry nigdy nie nauczył się lubić miodu pitnego i oddałby wiele za zwyczajne piwo albo nawet pepsi, ale dzielnie spełnił toasty za rodzinę, Hogwart, "nieobecnych przyjaciół", zespół Ginny, nadchodzący rok, aż poczuł rozchodzące się w klatce piersiowej ciepło i niewytłumaczalną ochotę na chichotanie.

Wreszcie swoją szklankę uniósł George.

- Za Neville'a Longbottoma - powiedział, mrugając do Percy'ego. - I za Severusa Snape'a. Niech spoczywa gdziekolwiek woli zamiast pokoju.

Było kilka pełnych uznania uśmiechów i każdy ochoczo uniósł szklankę. Harry zmarszczył brwi i zwrócił się do Hermiony.

- Nie wiedziałeś? - zdziwiła się. - Są bohaterami Rebelii Dementorów. Neville zhybrydyzował bardzo potężną wersje bratka trójbarwnego, a profesor Snape użył jej do stworzenia wariantu eliksiru proszkującego. Kiedy dementorzy wessali opary, stopili się. Szara maź. Bardzo przykre.

- I mówią, że powietrze cuchnęło ściekami aż do Dover - dodał Ron.

Harry nagle przypomniał sobie o torbie z prezentami i już wspinał się po wąskich schodach, kiedy natknął się na schodzącego Malfoya, który trzymał w dłoniach niewielką paczuszkę.

- Zapomniałem mojego podarunku dla gospodyni - wyjaśnił Malfoy. - Nie mogłem użyć Accio bez wypowiadania na głos co to jest i tym samym psucia niespodzianki.

- A co to jest?

- Kuchenny minutnik. Oczywiście, dodałem kilka ulepszeń.

Schody były tak wąskie, że ledwie starczało na nich miejsca dla dwojga i Harry, kierowany impulsem, otoczył barki Malfoya ramieniem, gdy się mijali. Malfoy obdarzył go leniwym uśmiechem i zaskoczył lekkim pocałunkiem w usta.

Malfoy pachniał miodem i cynamonem, a jego wargi były miłe w dotyku. Harry pochylił się w jego stronę, zamykając oczy. Szata Malfoya została uszyta z czegoś ciężkiego i gładkiego i miała rozkloszowane rękawy. Harry chwycił za zwisający materiał i zmiął go w dłoni, jednocześnie otwierając usta Malfoya swoim językiem, zachęcony przez sposób, w jaki Malfoy westchnął i przywarł do niego.

Drzwi na górze zatrzasnęły się z głośnym kliknięciem, a Harry zamarł, czując, jak gorąco rozlewa się po jego twarzy.

Malfoy spojrzał na niego zwężonymi oczyma.

- Wiesz, Potter - powiedział konwersacyjnym tonem. - Bycie przyłapanym ze mną, nie może praktycznie biorąc jeszcze pogorszyć twojej reputacji.

- Miło z twojej strony, że o mnie myślisz.

- No cóż, potrzebujesz całej pomocy, jaką tylko możesz dostać. - Malfoy przecisnął się obok niego, by zejść ze schodów. Harry poczuł, jak z zaciśniętej pięści wyślizguje mu się miękki materiał.

* "There was a drake went out to rake, Christ-i-mas day, Christ-i-mas day" - z tym zdaniem nie do końca wiem, co zrobić. Jak wskazała mi piorunia, jest to fragment z świątecznej piosenki, który tłumaczy się dosłownie: "Był sobie kaczor który wyszedł grabić, dzień świąt Bożego Narodzenia, dzień świąt Bożego Narodzenia" (chodzi o grabienie grabiami nie o grabieże). U nas słowo kaczor ma obecnie mnóstwo skojarzeń, na które wolałabym się nie powoływać. Nie chciałam opóźniać rozdziału, więc postanowiłam policzyć na Waszą pomoc. Co byście tu wstawili.

Poprzedni rozdział

Następny rozdział

Spis treści