Rozdział 4. Współdziałanie.

Od czasu, kiedy przybyli do biblioteki, sterty książek, otaczające Hermionę, urosły do tego stopnia, że ledwie mogli ujrzeć jej pochyloną głowę. Promieniejąc, spojrzała na nich znad tłumaczenia niemieckiego referatu na temat egzekwowania magicznego prawa.

- To jest zdumiewające. Są zaklęcia, przy użyciu których można stworzyć sigil - czyli symbol kalligromancyjny - bez zapisywania go na papierze. Po wypowiedzeniu odpowiedniej inkantacji można po prostu... - Machnęła różdżką, jakby była ona piórem. - Pisać w powietrzu. To, co zobaczyliśmy na szafce, to była prosta eksplozja, ale po drugiej stronie pomieszczenia znalazłam coś dużo bardziej subtelnego - powolną opuchliznę stawów; po tygodniu czy dwóch ofiara zaczyna doświadczać czegoś podobnego do reumatyzmu. - Przerwała, mrugając. - Mieli epidemię tego w ministerstwie. - Mamrocząc pod nosem zaczęła po omacku szukać kolejnej książki.

- Iubo, Miona - powiedział Malfoy.

Harry wpatrywał się w niego z szokiem - to było zaklęcie używane do przywołania psa do nogi - ale Hermiona jedynie zaśmiała się, mówiąc:

- Dobra, masz rację, odbiegam od tematu.

- To wstrząsające, ale tak.

McGonagall odczytała zwój przez jej ramię.

- Dobra robota, Hermiono. - Kiedy usłyszała komplement, rozpromieniła się.

- Żaden problem - odpowiedziała. - Tylko że nadal nie możemy uwidocznić sigila, jeśli nie wiemy, gdzie on się znajduje. Sądzę, że będziemy mogli jedynie chodzić w kółko, rzucając abstrusi na przypadkowe obiekty, aż...

Harry zmarszczył brwi.

- Hermiono, jest inny gris gris, którego kiedyś uczyłem się by pomścić morderstwo, a Orisha używają go nawet, gdy nie znają tożsamości mordercy.

Od razu pojęła, o co mu chodzi.

- Więc elementy tego rodzaju magii mogą pomóc nam zadziałać na każdym z uroków na danym obszarze... - Otworzyła "Metamagię" Endora i natychmiast zapomniała o reszcie świata.

***

Rozpracowanie eliksiru i identyfikacja jego kluczowych składników (w tym przypadku imbiru i mąki kukurydzianej) zabrało Hermionie cały następny dzień i większość kolejnego. Współpracowała blisko z profesor Aerie, by zbadać, co dokładnie powodował eliksir i wynaleźć sposób na zastąpienie go zaklęciem.

- To taki sam proces, jaki zastosowaliśmy przy tworzeniu zaklęcia Contraluna dla Remusa - wyjaśniła Harry'emu McGonagall, kiedy obserwowali dwójkę pracujących kobiet. - Ponieważ nikt godny zaufania, oprócz Severusa, nie potrafił uwarzyć wywaru tojadowego.

- Mówiłem ci Kiciu, że Hogwart może jeszcze zostać przywrócony do świetności, jako instytucja badawcza - powiedział Malfoy.

- Nie nazywaj mnie Kicią, przeklęty chłopaku - odparła czule.

Uczniowie nadal mieli wielkie przyjęcie pidżamowe w pokoju wspólnym Slytherinu. Poinformowani o postępach, bardzo uważali, by niczego nie dotykać, ale nauczyciele, biorący dyżury w ich pilnowaniu, zgłosili, że dzieci wydawały się uważać rozminowywanie Hogwartu za przedłużenie wakacji.

W końcu, po kolacji drugiego wieczora od odkrycia, Hermiona wezwała całą kadrę do pokoju nauczycielskiego w celu przetestowania nowego zaklęcia.

- Nie jestem pewna, co do jego zasięgu - powiedziała. - Może ono objąć całe pomieszczenie lub tylko kilka stóp dookoła mnie. - Odmierzyła kilka kropel olejku eterycznego na świeczkę. - Udział Harry'ego - oznajmiła - Okazuje się, że nie możemy się bez tego obyć. - Wypowiedziała kilka słów, które brzmiały jak mieszanina łaciny z francuskim. Harry zamknął oczy.

Kiedy je ponownie otworzył, na początku pomyślał, że świeczka zgasła. Potem zdał sobie sprawę, że to tylko złudzenie, gdyż pokój rozświetlał blask bijący od uroków. Drzwi i okna obramowane były cienkimi liniami. "Zaklęcia ochronne Hogwartu" - wymamrotała pod nosem McGonagall. Dookoła jej tiary unosił się delikatny, ażurowy łańcuszek, którego znaczenia nie wyjaśniła.

W głębi korytarza mogli dostrzec blade łuny kilku zamkniętych obszarów. Kiedy poszli do drzwi wyjściowych, zobaczyli, że światło sięgało aż do Wierzby Bijącej.

- Dziwi mnie, że każdy uczeń w zamku nie biegnie do nas po wyjaśnienie. - Zastanowiła się McGonagall.

- To aromat świeczki pozwala nam to zobaczyć - wyjaśniła Hermiona. - Kiedy zgaśnie, światła zbledną.

- Co ten robi? - Harry wskazał na węzeł na drzwiach do jednego z nieużywanych gabinetów. Oczy Hermiony rozszerzyły się.

- Ooch, Harry. To jest klątwa bólu. Też skomplikowane. Widzisz te sploty? Każdy z nich jest jakby oddzielnym zaklęciem, a te kolce, to warunki "jeśli". Mogę go podzielić, ale trzeba będzie pięciu lub sześciu rzuceń zaklęcia Exstinguo, każdego z odpowiednim rzeczownikiem, sam wiesz. Mam na myśli, że nie możesz zdjąć całej konglomeracji węzłów jednym czarem...

Malfoy podniósł różdżkę, Harry czując nagłe pragnienie rywalizacji uniósł pióro, które akurat trzymał w dłoni.

- Nodum extinguo.

- Nodu'stinguo.

Cały wzór zniknął.

Po chwili przerwy, Hermiona zapytała:

- Od jak dawna współczarujecie? - Przewróciła oczyma na ich puste wyrazy twarzy - Wiecie, że kiedy razem rzucacie zaklęcie, jest ono więcej niż dwukrotnie silniejsze, niż gdyby któryś z was samodzielnie to wykonywał. Szczerze! Pomyśleć, że żadne z was nie przeczytało ani jednej książki od czasu, kiedy skończyliście szkołę.

Malfoy spojrzał ze zdenerwowaniem na Harry'ego.

- Być może to przypadek.

- Tak, fuks...

- Spróbujcie jeszcze raz - zasugerowała Hermiona.

Malfoy westchnął i na powrót uniósł swoją różdżkę, by dogodzić jej głupiej zachciance.

- Bardzo dobrze, więc... Potter, może przywołamy szklankę wody.

Harry wzruszył ramionami i przygotował różdżkę.

- Accio woda.

- Acci'aqua'.

- O cholera!

Po chwili Hermiona spojrzała na nich, wycierając twarz. Cały blat był zalany, a na podłodze znajdowała się sporych rozmiarów kałuża.

- Więc to jednak nie fuks - stwierdził mdło Malfoy.

- Czy wy tego nie widzicie!? - Hermiona aż podskakiwała z podekscytowania. - Jeśli potraficie współczarować, to będziecie w stanie posprzątać te klątwy w ułamku czasu.

Harry spojrzał na Malfoya, który podobnie jak on wyglądał na skonsternowanego.

- Im szybciej się ich pozbędziemy, tym mniej uczniów ucierpi - powiedziała McGonagall. - Czy wiecie wszystko, co powinniście wiedzieć o tym zaklęciu? Hermiono, jak szybko możesz ich wytrenować w interpretacji sigili? Będziemy musieli przygotować testy, by zobaczyć, czy jeszcze ktoś z kadry potrafi współczarować.

- Zacznę jeszcze dzisiejszego wieczora - odrzekła Hermiona, promieniejąc.

Harry wzruszył ramionami na Malfoya.

- Sądzę, że teraz jesteśmy załogą sprzątającą.

- Och, jak dobrze - odparł Malfoy. - Moje CV potrzebowało jakiegoś doświadczenia w zarządzaniu na wysokim szczeblu.

***

- Nodum extinguo.

- Nodum extinguo.

- Weasley i Weasley, pięć - zawyrokował Malfoy.

- Lepszy wynik, niż każde z was osiągnęło czarując z pozostałymi - podsumowała notując Hermiona. - W porządku, jesteście razem.

Testowanie zdawało się trwać całymi godzinami, kiedy próbowali zidentyfikować pary, potrafiące współczarować. Robili długie przerwy, podczas których Hermiona sprawdzała każdy sigil w książce, by upewnić się, że nie biorą się za nic nieznanego. Prawie każda para radziła sobie lepiej razem niż oddzielnie, ale poprawa była zwykle niewielka - trzy czy cztery sploty za jednym zamachem. Tylko Harry i Malfoy zdawali się być zdolni do rozsupłania całego zestawu klątw przy jednorazowym rzuceniu zaklęcia.

Charlie i Sofia podeszli do mapy szkoły, którą dyrektorka rozwiesiła na ścianie biblioteki i Harry usłyszał jak rozważają, czy pilniejsze jest rozminowanie wschodniego czy południowego skrzydła. Kawałek po kawałku, mapa zapełniała się kolorami, kiedy kolejne pary były przypisywane do poszczególnych obszarów. Wszystkie, poza Harrym i Malfoyem, których umiejętności zostały natychmiast zaprzęgnięte do odczarowywania obszarów, stanowiących największe zagrożenie dla uczniów. Tylko, że "natychmiast" widocznie oznaczało "po straceniu całych godzin w najbardziej możliwie nudny sposób", ponieważ Malfoy zdawał się być zdania, iż bez jego asysty Hermiona nie poradzi sobie z testowaniem. Więc gdy drużyna za drużyną nauczyciele opuszczali pomieszczenie, by wreszcie zrobić coś użytecznego, Harry tkwił w pokoju nauczycielskim, obserwując Remusa Lupina, który dobierając się w pary z kolejnymi osobami próbował odczarować nieużywany schowek.

- Nodum extinguo. - Ochrypły głos Remusa.

- Nodum extinguo. - Ledwie słyszalny szept Michelle Verte.

- Piękna i Bestia, cztery - podyktował Hermionie Malfoy.

***

- Zacznijmy od dormitoriów Ślizgonów - zaproponował Malfoy. Testowanie wreszcie się zakończyło i w bibliotece pozostali tylko on, Harry i McGonagall.

Oczywiście. Wszystko, co najlepsze dla Ślizgonów.

- Myślę, że Wielka Sala jest pilniejsza - odparł sztywno Harry.

- Och, z całą pewnością; zignorujmy fakt, że cała populacja uczniów śpi teraz w Slytherinie.

- Idźcie już. - Zniecierpliwiła się dyrektorka. - Tuzin klątw mogłoby zostać unieszkodliwionych w czasie, gdy wy tu staliście, przekomarzając się jak dwaj uczniacy. Dlaczego nie zaczniecie w miejscu, gdzie stoicie?

Więc raczej urażony Harry przygotował i zapalił świeczkę, a Malfoy wymamrotał zaklęcie ujawniające.

Ochronne czary Hogwartu i zaklęcia, które trzymały młodszych uczniów z dala od działu ksiąg zakazanych były proste do rozpoznania. Harry'ego zaciekawiło, że pewna liczba książek, w tym te, które Hermiona zostawiła na stoliku, miała swoje własne zabezpieczenia.

- Tutaj - powiedział Malfoy, a Harry spojrzał we wskazanym kierunku i zobaczył rząd małych węzełków wokół jednego z rzadziej używanych stołów. Przejrzał kilka stron, które zostawiła im Hermiona.

- Ból, nie, czekaj... paraliż.

- Mnie to wygląda na eksplozję.

- Nie spojrzałeś nawet na obrazek? Eksplozja ma te pionowe linie, które biegną do...

- Daj mi to zobaczyć, ty głupi...

- No zobacz, dokładne podobieństwo, które zauważy każdy, kto nie jest zbyt...

Rozległ się syk i wzór zniknął. Harry obrócił się i spostrzegł, że świeczka się wypaliła.

- Cudownie - powiedział. - Cała świeczka zmarnowała się z powodu twojego uporu. - Przymocował do stołu następną, upuszczając uprzednio kilka kropel stearyny na blat. Trząsł się z wściekłości zbyt mocno, by zaaplikować olejek.

- Świetnie, ty... - Malfoyowi przerwało kichnięcie. Zapach olejku sprawiał, że oczy Harry'ego łzawiły. - Możesz zrobić to po swojemu, jeśli jesteś tak piekielnie pewien.

Ale okazało się, że były to jednak zaklęcia wywołujące eksplozje.

***

- Czekaj. - Malfoy odtrącił rękę Harry'ego tak, że jego różdżka wskazywała raczej na podłogę niż na węzeł.

- Co? - Palce Malfoya były zimne. Poirytowany Harry strącił jego dłoń. - Co z tobą?

- Czyś ty oszalał? Nie możesz odczarować zaklęcia, którego nie możesz odczytać.

- Pewnie, że mogę, tylko na mnie patrz.

- Potter - Malfoy znów skierował różdżkę Harry'ego w dół. - Nie widzisz tego warunku "jeśli"? Ślepy jesteś?

- Tak widzę go. No i co?

- Z tego, co wiemy, to znaczy "jeśli odczarowany", tak jak ten w bibliotece. Jak chcesz, to popełniaj samobójstwo, ale mnie do tego nie mieszaj.

- Jeśli go odczarujemy, to może wybuchnąć. Jeśli dotknie go jedno z dzieci, to on wybuchnie. - Nalegał Harry. - Ale zaufaj Ślizgonowi, a zaryzykuje cudzą skórę, byleby tylko ocalić swoją.

- Zaufaj Gryfonowi, a zaryzykuje skórę każdego, zamiast siąść na pięć minut i pomyśleć nad tym, co robi. - odgryzł się Malfoy. - Spójrz. Zrobimy tylko to... - szept, widowiskowy ruch różdżką i mina została obłożona magiczną barierą. - Gotowe. Teraz biedni mali Puchoni będą znów mogli używać swojego pokoju wspólnego. A my możemy zostawić to w spokoju, aż tego nie zrozumiemy, chyba, że nawet ten koncept jest dla ciebie zbyt trudny do pojęcia.

Harry wskazał różdżką na kolejny zestaw supłów.

- W porządku. Możemy się dla odmiany zająć tym, czy tego też się boisz?

Malfoy zajrzał do zwoju, który dostali od Hermiony.

- Ta klątwa powoduje paranoję. Likwidowaliśmy już takie. Gotów?

- Nodum extinguo.

- Nodu'stinguo - do diabła! - Malfoy rzucił się na podłogę i odturlał, dokładnie w momencie, kiedy wielki kawał gipsu spadł na miejsce, w którym przed chwilą stał. Harry spojrzał w górę na wyrwę w suficie.

- Ja, uch, myślę, że przeoczyliśmy jakieś "jeśli".

- Jakby to powiedzieli poeci z twojego adoptowanego kraju: nie chrzań!

***

Harry rzucił się na kanapę w pokoju nauczycielskim. Bolał go każdy mięsień. Naprzeciwko niego Malfoy oparł głowę o krzesło i jęknął. Na brwiach nadal miał gipsowy pył. Jego skóra błyszczała słabo od potu, a włosy były oklapnięte i mokre. Gdyby wiedział, jaki jest brudny, prawdopodobnie przeraziłby się, ale Harry nawet nie miał siły by go drażnić.

Bardziej niż czegokolwiek, Harry pragnął lecieć - szybko i bez celu, kręcąc w powietrzu pętle, aż mógłby choć na chwilę przestać myśleć i po prostu być. Ale wszystko, co widział, gdy spojrzał w przyszłość, to tylko więcej sigili, więcej Malfoya, więcej sypiącego się na głowę sufitu. Więcej małych porażek.

Prawie zdążył już odpłynąć, kiedy przybyła Hermiona.

- Tu jesteście! - wykrzyknęła. - Przegapiliście lunch. - Usiadła obok Harry'ego i wyciągnęła mu coś z włosów. - Ile zrobiliście?

- Dwie sypialnie i pokój wspólny Puchonów - odpowiedział Harry.

- To wszystko?

- Hej, to ciężka praca - zaprotestował urażony Harry. - Sama spróbuj przez chwilę.

Hermiona poklepała go po ramieniu.

- Nie chciałam... ale dlaczego? Wy dwaj potraficie zdjąć całą minę za jednym machnięciem różdżki.

- Jeśli potrafimy ją odczytać - odpowiedział niewyraźnie Malfoy. - I jeśli nie wystrzeliwuje kaskady nowych splotów, kiedy tylko się za nią zabierzemy i jeśli w ogóle pozwoli się nam za siebie zabrać, zamiast znikać, gdy tylko wskażemy na nią różdżką. I jeśli nie zrzuca na nas kawałów sufitu.

Spojrzał na Hermionę nie podnosząc głowy z oparcia krzesła.

- Nie martw się. Zostawiliśmy ci wiele z tych sprytniejszych.

- O jej - zmartwiła się Hermiona. - To brzmi tak, jakby było dużo trudniejsze, niż się spodziewałam.

- Zawsze miałaś talent do niedomówień - skomentował Malfoy.

- No cóż, jeśli nie możecie już dzisiaj pracować nad zaklęciami, to może wpadłbyś ze mną do ministerstwa, co, Harry? Zamierzałam wybrać się przez Fiuu i wytrenować kilka drużyn rozminowujących. - Odtrąciła dłoń Malfoya od swojego talerza z pokrojonym w plastry jabłkiem. - Neville ucieszyłby się gdyby cię zobaczył. Cały czas o ciebie wypytuje.

Drogi Harry! - zaczynał się pierwszy list od Neville'a. Po zakończeniu pogrzebów, kobiety z babcinego koła hodowców wywern przysłały mi mnóstwo zwojów ze wspomnieniami o mojej mamie i moim tacie. Oczywiście, ryczałem jak bóbr, ale to mi naprawdę pomogło. Więc pomyślałem, że skoro Dumbledore... Harry upuścił list i zostawił go tam, gdzie upadł.

- Nie sądzę - odpowiedział Hermionie. - Chociaż, powiedz mu ode mnie cześć.

Nabrała powietrza, bez wątpienia po to, by powiedzieć mu, że przejrzała go na wylot, ale Malfoy położył dłoń na jej ramieniu, jak zwykle zwracając ku sobie jej uwagę. Harry zacisnął zęby.

- No cóż, jeśli jesteś tego pewien, to w porządku. Masz Draco, możesz je wykończyć - podała Malfoyowi talerz z jabłkami, wzięła z, udekorowanej tańczącymi na balu przebierańców szkieletami, urny garść proszku Fiuu i Harry usłyszał, jak wchodząc do paleniska, mówi: "Ministerstwo Magii".

- Nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu, nie? - powiedział leniwie Malfoy. Sympatia w jego głosie sprawiła, że warga Harry'ego podwinęła się. - Chcesz trochę? - Malfoy popchnął talerz w kierunku Harry'ego.

- Powinieneś był pójść z nią. Dobrze byście się zabawili na małej miłej randce poza szkołą.

Malfoy popatrzył na niego ze zdziwieniem, a potem się uśmiechnął.

- Na randce?

Harry zmarszczył brwi.

- Co? - Poczuł się trochę urażony w imieniu przyjaciółki. - Nie jest dla ciebie wystarczająco dobra?

- Zbyt dobra, jeśli w tym chodziłoby o dobroć - odpowiedział, nadal się uśmiechając. Kiedy Harry nie przestał marszczyć brwi, uśmiech Malfoya nieco zbladł. - Zamierzasz mi powiedzieć, że przez cały ten czas myślałeś, że jestem hetero? Mój Boże, Potter - kontynuował, rozciągając sylaby jeszcze bardziej niż zwykle. - Który ze stereotypów omijam?

Harry zdał sobie sprawę, że się gapi, ale jakoś nie mógł się powstrzymać.

- Przepraszam - powiedział Malfoy, nie brzmiąc ani trochę jakby mu było przykro. - Nie zamierzałem szokować twoich wrażliwych uczuć.

- Nie, to... nie ma sprawy - odrzekł trochę nieprzytomnie. - Po prostu szkoda, że mi nie powiedziałeś.

- Kiedy? - Malfoy wyglądał jakby nie wiedział, czy ma się złościć, czy śmiać. - Kiedy miałem dwanaście lat i miałem ten sen o Oliverze Woodzie? Być może powinienem wyskoczyć z Programu Ochrony Czarodziejów na wystarczająco długo, by poinformować cię o nowych wydarzeniach w moim życiu miłosnym? Albo może na tym pierwszym bankiecie, kiedy piorunowałeś mnie wzrokiem, jakbym co najmniej ukrywał pod peleryną dementora.

Odłożył talerz Hermiony na krzesło i wstał.

- Nie martw się Potter - powiedział, odwracając się przez ramię. - Nie mam żadnych planów przeciwko twojej cnocie.

- Nie martwiłem się - odparł sztywno Harry, kiedy Malfoy wyszedł z pokoju.

Patrzył, jak zamykają się za nim drzwi, zbyt zmęczony, by nawet odpowiednio się wściec. Gdyby był na Florydzie, mógłby położyć się w słońcu, może przyszłaby Kat i zaczęła opowiadać mu głupie kawały, aż by się roześmiał, a sama obecność Sunday wystarczyłaby, żeby go uspokoić. A może nadeszłaby wielka fala i zmyła go do oceanu.

A to... to było tylko roztkliwianie się nad sobą. Wstał i udał się do swoich kwater na drzemkę.

Poprzedni rozdział

Następny rozdział

Spis treści