Rozdział 16. Przydział

- Nic to nie da, jeśli powiem ci, żebyś nie robił sobie nadziei, nie, Draco? - zapytała Hermiona, kiedy usiedli przy stole nauczycielskim.

- Nigdy nie rozumiałem, o co chodzi z tym nie robieniem sobie nadziei - odparł. - Czy rozczarowania są naprawdę aż tak trudne do zniesienia?

Na środku podium siedziała Phoenix Skye z Tiarą Przydziału na głowie i długimi nogami niezdarnie podwiniętymi pod siebie.

- Kiedy mnie przydzielano, myślałem, że ten stołek jest dopasowany dla dorosłych - szepnął do Charliego Ron. - Teraz sądzę, że nie pasuje on dla nikogo.

- Nie możesz poważnie myśleć, że Tiara wybierze ciebie na dyrektora - powiedział Harry do Draco.

- A czemu nie? Mam inteligencję, wyobraźnię... Nie nabyłem jeszcze upodobania do dziwacznych nakryć głowy, ale sądzę, że przyjdzie z czasem...

Phoenix zostawiła Tiarę na stołku, po czym, z wyrazem twarzy kogoś przygotowującego się na ból, podniosła i założyła ją Madeleine, tylko po to by po sekundzie zdjąć ją z ulgą.

- A dlaczego właśnie ty? - drążył Harry. - Dlaczego nie miałaby wybrać mnie?

- Chcesz być dyrektorem?

- Nie myślałem o tym na poważnie, ale jestem pewien, że bym sobie poradził.

- No i proszę. Esencja Gryfona.

- Profesor Dumbledore i profesor McGonagall... - zaczęła Hermiona.

- Byli odpowiednimi dyrektorami na czas wojny, gdy najbardziej potrzebna stała się odwaga - powiedział Draco. - Ale teraz wojna się skończyła i to, czego nam najbardziej potrzeba, to wizja.

- A ty myślisz, że byłbyś w stanie jej dostarczyć? - zapytał Harry.

- Kto byłby lepszy?

- No i proszę - podsumował Harry. - Esencja Ślizgona.

Hermiona szturchnęła go w bok.

- Twoja kolej, Harry.

Harry usiadł na taborecie - rzeczywiście był on śmiesznie niski, choć ostatnim razem, gdy na nim siedział, stopami nie sięgał podłogi - i założył na głowę Tiarę.

- Hm - powiedział znajomy głos Tiary Przydziału. - Znów się spotykamy, Harry Potterze.

Harry spróbował wygenerować w swoim umyśle uprzejme powitanie, co okazało się trudniejsze niżby się tego spodziewał, ale Tiara odpowiedziała mu głosem, w którego tonie dało się słyszeć zadowolenie. - Och, dziękuję. Jestem pewna, że nawzajem. - Więc musiało mu się udać.

- Lecz widzę, że nie jesteś szczególnie zainteresowany posadą dyrektora, czyż nie - kontynuowała.

- Tak szczerze, to nie - pomyślał Harry. - Miło byłoby po prostu trochę pouczyć. Dla odmiany podjąć na raz tylko jedno wyzwanie. Ale jeśli szkoła mnie potrzebuje...

- Och, jeszcze nie ma potrzeby na dalsze poświęcenia - odparła Tiara. - Idź i przyślij mi tu pannę Granger. Jestem pewna, że wkrótce znów porozmawiamy, panie Potter.

Kiedy Hermiona wstała z krzesła, uśmiechała się tak szeroko, że Harry pomyślał, iż na pewno została wybrana. Ale ona jedynie klepnęła Draco w ramię i usiadła, nadal promieniejąc.

Konwersacja Draco z Tiarą nie była aż tak długa, jak spodziewał się tego Harry, ale kiedy wrócił na swoje miejsce, wyglądał na zamyślonego.

- Idź następny - powiedział do Rona.

- Chyba żartujesz - odparł Ron i popchnął Olivera w kierunku krzesła.

Gdy każdy członek kadry doczekał się już na swoją kolej, Tiara stanęła przez kilka minut w ciszy, a oni obserwowali. Potem zaczęła śpiewać:

"Och, jam jest najmądrzejsza z tiar,

Zwoje me upakowano ciasno,

I gdybyś choć pół mego sprytu miał,

Widziałbyś to jasno."

Harry spojrzał na Hermionę.

- Z pewnością nie planuje...

- Cii - oparła. - Czasem trzeba jej dogodzić.

"W walce męstwem wygraliście,

Lecz ona niech historią się stanie.

Teraz inne trudy zastaliście,

Sprytni niech znajdą rozwiązanie.

Na każdej z czaszek już siedziałam,

Wszystko bacznie przeglądałam.

Więc teraz jestem pewna, kim będzie ten,

Kto wprowadzi stary Hogwart w nowy dzień."

Nastąpił moment ciszy, który Tiara wykorzystała, by zwiększyć napięcie, po czym wrzasnęła na cały głos:

- Nowym dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart jest... Cypherus Summs!

- Summs? - Charlie wyglądał na zaszokowanego. - Myślałem, że on z miejsca przejdzie na emeryturę.

Draco nadal wpatrywał się w dal, zagubiony w myślach, ale na słowa Charliego jego oczy poszerzyły się nagle. Potem zaczął klaskać. Po chwili przyłączyli się do niego pozostali. Cypherus wstał, drżąc ze wzruszenia, i schylił głowę przed Tiarą.

- Doceniam twoje zaufanie- powiedział. - I waszą cierpliwość - dodał do kadry. - Początkowo planowałem po zakończeniu tego roku szkolnego powrócić do mojego domu w Ardenach, ale Tiara Przydziału przekonała mnie, bym odłożył moje przejście na emeryturę o rok lub dwa i pomógł Hogwartowi przejść od powojennej rekonwalescencji do nowej ery.

- Czy teraz to widzisz? - szepnął Draco do Hermiony. - Co za intrygujący wybór.

Przewróciła oczyma.

- To daje ci wystarczająco dużo czasu na znalezienie doskonałej, zielonej fedory.

Malfoy wyprostował się.

- Nie zgodziłbym się na nic mniej wytwornego od powlekanej jedwabiem tiary.

***

- Hagridzie, będziesz mógł trochę zostać? - zapytała Hermiona. - Czy musisz wracać do Greater Wrenching?

- Nie, na szczęście nie - zostaję na dobre - odparł Hagrid. - Jeszcze kamyczków?

- Kamieni, tak powiedział? - szepnął Harry'emu do ucha Draco, ostrożnie masując sobie szczękę. Harry ukrył uśmiech i wrócił do kruszenia swojego herbatnika, w nadziei, że będzie przez to wyglądało na zjedzone.

- Dobrze było mi z moimi pobratymcami, ale Hogwart zawsze będzie moim domem - kontynuował Hagrid.

- Będziesz chciał wrócić do zwierząt. - Ron skrzywił się w koncentracji. - Sądzę, że Charlie może uczyć... ee... numerologii?

- A czy on w ogóle wie cokolwiek o numerologii? - spytała Hermiona. Ron wzruszył ramionami.

- Bzdury - odparł stanowczo Hagrid. - Dumbledore, niech spoczywa w pokoju, zrobił mnie najpierw gajowym i to mi starczy.

Rozległo się pukanie do drzwi chatki.

- Wejść - ryknął Hagrid, a Harry podniósł swój kubek herbaty z nagle trzęsącego się stołu.

- Mogę na chwilę przerwać? - Summs wetknął swoją głowę między drzwi. Miał na sobie purpurową bejsbolówkę z napisem "Numerolodzy Robią To Na Ilość". Gdy zauważył, że wszyscy się w nią wpatrują, mrugając do Hermiony, wyjaśnił: - Okazuje się niezastąpiona.

Hagrid wstał, kiedy Summs wkroczył do chatki.

- Dyrektorze! Proszę usiąść. Herbatników? Herbaty?

- Dziękuję, Hagridzie - odparł Summs. - Proszę z dwoma kostkami cukru. - Harry wpatrywał się z zarówno fascynacją jak i przerażeniem w mężczyznę, który z pewną trudnością odłamał kawałek herbatnika i wrzucił go do kubka z herbatą, po czym użył łyżeczki, by zanurzyć go całkowicie.

- Chciałbym pomówić z wami wszystkimi o pewnych aspektach naszej sytuacji, zanim przedstawię ją na forum grona pedagogicznego - powiedział Summs, wkładając róg serwetki za kołnierzyk szaty. - Po pierwsze, w tym roku szkolnym tok nauki był tak często przerywany, że chciałbym poświęcić letni semestr, oczywiście, jeśli zgodzicie się zrezygnować z waszych wakacji, na zajęcia uzupełniające.

Wszyscy wokół kiwnęli głowami na znak zgody. Hermiona wyglądała na szczególnie zadowoloną z tego pomysłu.

- Musimy też przedyskutować stan finansowy szkoły, który obawiam się, że jest zatrważająco słaby.

- Przerwy, zniszczenia. To musi być... - powiedział Draco, marszcząc brwi. - Nigdy nie brałem tego pod uwagę.

- Oczywiście, że nie - zgodził się Summs z iście krukońską goryczą. - Przy twoim wychowaniu nie spodziewałbym się po tobie ani krztyny zmysłu do finansów. Dlatego też zapraszam cię do udzielenia Hogwartowi pożyczki na pokrycie kosztów napraw - oczywiście przy konkurencyjnej stopie oprocentowania.

Draco rozpromienił się.

- Natychmiast to zaaranżuję. - Ron i Hermiona zachichotali, a on posłał im ostrzegawcze spojrzenie. - To niezmiernie rozsądna inwestycja - dodał dobitnie. - Jako że zagwarantuje moje przyszłe zainteresowanie finansami szkoły.

Oczy Summsa zamigotały w sposób przypominający Dumbledore'a i Harry przyłapał się na uśmiechaniu się do dyrektora.

- Teraz, kiedy Remus uprzejmie zgodził się przejąć stanowisko zastępcy dyrektora, a Madeleine z przyjemnością zajmie moje miejsce jako opiekunka Krukonów, pojawił się kolejny wolny etat. Ufam, że ty, Draco, wyraziłeś zainteresowanie nadzorowaniem Ślizgonów.

- Jakby mógł odmówić - powiedział Ron, a Harry spojrzał na policzek Draco, zarumieniony na różowo z przyjemności i musiał oprzeć się pokusie pocałowania go.

- Kolejne stanowisko, które musi zostać obsadzone, to pozycja woźnego, która pozostaje niezapełniona od czasu tragicznej śmierci Argusa Filcha - powiedział Summs zwracając się do Rona. - Być może zechciałbyś podjąć się tej odpowiedzialności?

Draco prychnął głośno i zasalutował łyżeczką od herbaty.

- Gratulacje Weasley. Twoja pierwsza prawdziwa oferta pracy. Twoja matka będzie taka dumna.

Ron przekrzywił głowę na bok.

- Tak - odpowiedział w końcu. - Sądzę, że Peru może trochę zaczekać. - Piszcząc, Hermiona zarzuciła mu ramiona na szyję, a Hagrid chwycił jego dłoń i energicznie potrząsnął.

- I to ma być krukońska mądrość? - zapytał z widocznym zaniepokojeniem Draco. - Weasley na straży porządku?

Ron uśmiechnął się jedynie nad czubkiem głowy Hermiony.

- Dorastałem ze sławnymi Weasley & Weasley z o.o... Znam wszystkie kawały i jeszcze trochę.

Hermiona puściła Rona, żeby uśmiechnąć się do Draco.

- A ty poznałeś jego matkę - powiedziała. - On zna też wszystkie kary i jeszcze trochę.

- Super! - Ron rozpromienił się nagle. - Jeśli złapię kogoś na wtrącaniu się w nie swoje sprawy, będę mógł użyć jej zaklęcia Narzędziopalców.

- A podsłuchujących ukarać Ściennymi Uszami - dodał Harry. - A skarżypyty Toffi-Językami.

Draco wyjrzał przez okno na kilku uczniów, którzy grali w krokieta na miotłach.

- Biedne małe urwipołcie. Nie będą nawet wiedziały, co w nie trafiło.

- Chyba nie zepsujesz im teraz zabawy? - spytał Rona zmartwiony Hagrid.

Ron tylko uśmiechnął się szeroko.

- Sądzę, że mogę odróżnić zabawę od poważnego niebezpieczeństwa, obu mi nie brakowało.

Summs oczyścił gardło.

- Co sprowadza mnie do ostatniej nominacji.

Harry i Hermiona spojrzeli na siebie.

- Numerologia?

- Nie, jeszcze nie teraz - odparł Summs. - Nie będziemy też zajmowali się kwestią dołączenia do programu kalligromancji. Jest inna sprawa, do której zawsze winniśmy przykładać najwyższą wagę: dobro dzieci. - Wyłowił ze swojego kubka herbatnik i zaczął żuć go spokojnie, wodząc wzrokiem wokół stołu. - Wielu uczniów straciło podczas wojny przyjaciół czy rodziny, a miny oczywiście przyczyniły się do dalszych urazów. Dzieciństwo jest zawsze jedną z pierwszych ofiar wojny, czego efekty utrzymują się jeszcze przez długi czas po ustaniu walk. - Jego oczy zatrzymały się przez chwilę na Harrym, a oczy Harry'ego zapiekły. Poczuł jak Draco przyciska swoje ramię do jego i sięgnął w dół, by chwycić pod stołem jego dłoń.

- Ze względu na to - ciągnął Summs. - Ustanawiam nową posadę w kadrze Hogwartu: Opiekuna Dzieci. Potrzebujemy kogoś, kto będzie zawsze na miejscu, oferując dzieciom otuchę i radę, by pomóc im we wszystkich zmartwieniach: i tych błahych, i tych większych. - Hermiona przytaknęła entuzjastycznie, a Summs uśmiechnął się łagodnie do wszystkich. - I myślę, że każde z was zgodzi się, że osobą najbardziej pasującą do tej roli jest nasz gospodarz, Rubeus Hagrid.

Nastąpiła sekunda ciszy, po czym rozległ się ryk aplauzu. Harry wyskoczył ze swojego krzesła, by uściskać Hagrida; Ron i Hermiona dotarli do niego pierwsi, ale półolbrzym był nadal wystarczająco duży, by cała trójka mogła otoczyć go ramionami. Harry usłyszał dochodzący z góry wilgotny głos: "Będę zaszczycony, sir" i wydmuchiwanie nosa.

- Rzeczywiście jest pan wspaniałym wyborem, jeśli chodzi o dyrektora - powiedział z podziwem Draco. - Moje gratulacje dla Tiary Przydziału.

Summs wstał i poklepał swoją bejsbolówkę, która zmieniła napis na: "Myśląca Czapka".

- Obserwuj i ucz się, mój chłopcze. Obserwuj i się ucz.

***

Kiedy przez salę przetoczyła się fala podnieconych szeptów, Harry spojrzał w górę i ujrzał Spielberga otoczonego przez eskortę podejrzanie wyglądających sów, z małą paczuszką przywiązana do łapy. Harry pospiesznie zrobił dla niego miejsce na stole, a gąsior wylądował niezgrabnie i zaraz zaczął wyjadać z półmiska wędzone śledzie, podczas gdy Harry odwiązywał przesyłkę.

- Poprosiłem Kat, żeby przesłała mi trochę amerykańskich słodyczy - powiedział, otwierając pudełko.

Draco zajrzał mu przez ramię.

- Beczki Super Kwaśnych Odpadów Toksycznych - zaintonował ze świetną precyzją, pauzując po każdym słowie. - Atomowe Błyskawice. Mega Głowice Bombowe. Bombowo Mocne Miętówki. Czy ty planujesz wyposażenie armii?

Hermiona powąchała miętówkę i natychmiast zabrała ją sprzed swojego nosa.

- Mocne.

Spielberg zagęgał na Harry'ego i wskazał paczuszkę.

- O co chodzi? - zapytał go Harry.

- Tam jest coś jeszcze. - Ron poszperał w opakowaniu i podał Harry'emu mały przedmiot.

Sunday musiał mu wybaczyć; to był nowy rzemyk z przetacznika.

Harry ściągnął częściowo skarpetkę i zawiązał go wokół kostki. Usta Draco zwęziły się.

- Cudownie. Jakbyś nie rozplenił już wystarczająco tego barbarzyństwa.

Harry uśmiechnął się.

- Chcesz, bym go poprosił o jeszcze jeden, tym razem dla ciebie?

Wziął swoją torbę, obszedł stół nauczycielski i skierował się do miejsca, nad którym unosił się duch Dumbledore'a. Rozmawiał on z profesorem Binnsem, ale Binns już odpływał w kierunku Harry'ego, ze zdziwionym wyrazem na twarzy.

- To bardzo osobliwe - powiedział Binns, gdy mijał Harry'ego. - Albus skierował moją uwagę na pewne sprawy i... - W zamyśleniu przełożył dłoń przez najbliższe krzesło. - Okazuje się, że jestem emerytem.

Harry nie mógł znaleźć na to sensownej odpowiedzi, więc w końcu zdecydował się jedynie na: "Gratulacje".

Binns pojaśniał.

- Och, dziękuję - powiedział. - Być może będę mógł teraz poświęcić się ukończeniu mojej monografii Traktatu Osnaburskiego z tysiąc sześćset sześćdziesiątego... Oczekiwałem na okazję, by przejrzeć pewne listy, które ostatnio otrzymała biblioteka... - I odpłynął, mamrocząc do siebie z zadowoleniem, zdając się nie zauważać, że przeszedł przez sam środek stołu.

Harry obrócił się i spostrzegł, że duch Dumbledore'a obserwuje go z wesołym wyrazem twarzy.

- Harry - rozpromienił się. - Czy już mi przebaczyłeś?

Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem. Oczy Dumbledore'a migotały tak, jak zwykle.

- Ja nie... Nie ma... - Wziął głęboki oddech. - Tak. Przepraszam.

- Wszystko w swoim czasie, mój chłopcze, wszystko w swoim czasie. Nie pozostało mi już nic poza czasem.

- Mam coś dla pana. Z Ameryki. - Otworzył pudełko kwaśnych cukierków i wyłowił jednego.

Usta Dumbledore'a przeszły przez smakołyk, lekko muskając palce Harry'ego lodowatym zimnem.

- Ach! Prawie mogę poczuć smak. Dziękuję.

- Doktor Bokor przesyła pozdrowienia. I pyta, czy nadal może pan tańczyć.

- Och, lepiej niż kiedykolwiek, Harry! Dla tancerza wolność od grawitacji może być jedynie ulepszeniem. - I uniósł się, wymachując nogami w powietrzu aż zalśniły sprzączki u butów.

***

Harry znalazł Draco siedzącego u stóp pomnika Snape'a.

- I w międzyczasie już rozmawiałem z nim o Ślizgonach. Teraz, kiedy Madeleine przenosi się do Ravenclawu - mówił. - Mam takie plany, Severusie! Czwartoroczniacy i starsi muszą mieć zajęcia, które nauczą ich niezależności - koniec z prowadzeniem za rączkę. Czy sądzisz, że ci przeklęci Weaselyowie mogą doradzić tym, co planują karierę w biznesie? Wiem, że Miona pomogłaby tym, którzy chcą odznaczyć się na polu nauki...

Kiedy Harry zbliżył się, ujrzał, że na kolanach Draco siedzi pręgowana kotka. Zwierzę, zobaczywszy przybysza, wstało i przeciągnęło się, a Harry zauważył czarne obwódki wokół jej oczu. Ręka Draco przeszła przez jej głowę. Harry uśmiechnął się, kiedy kot dostojnym krokiem opuścił korytarz, przechodząc przez ścianę.

- Dyrektor chce, żebyśmy spotkali się ze wszystkimi i przedyskutowali kandydatów na nauczycieli historii magii, Draco.

- Oczywiście, że Tolkach-Rychag.

Harry spojrzał na niego w szoku.

- Myślałem, że sam będziesz zainteresowany.

- I że zostawię najważniejszy przedmiot w szkole jakiemuś ćwierćinteligentowi? - Draco uśmiechnął się z wyższością. - W końcu druga bitwa o Hogwart została wygrana dzięki gaśnicy przeciwpożarowej, sznurkowej drabinie, ołówkowi automatycznemu i latarce elektrycznej.

- Ach, więc lepiej upewnić się, że naucza się go doskonale.

- Oczywiście. - Draco wstał i przeciągnął się z gracją. - Na górze mam CV Tolkach-Rychag. Po świętach napisałem do niej, żeby mi je przysłała. Powiedz wszystkim, że za chwilę przyjdę. - Pokłonił się statui. Harry przyjrzał mu się, gdy odchodził - szata opadająca nieskazitelnie na podłogę, włosy spięte na czubku głowy spinką w kształcie lekko wijącego się węża, doskonały model ślizgońskiej perfekcji - i uśmiechnął się.

Po chwili statua wydała odgłos zniecierpliwienia.

- Panie Potter? Czy mogę w czymś panu pomóc, czy życzy pan jedynie gapić się bezmyślnie?

Harry spojrzał na byłego Mistrza Eliksirów.

- Ten kociołek nie jest odpowiedniego typu, czyż nie? - Był taki sam, jak te, którymi posługiwali się uczniowie - pękaty, głęboki i wąski, z podwiniętym brzegiem, nie przypominał tych z pracowni Snape'a.

- Oczywiście, że nie. - W głosie Snape'a dało się wyraźnie słyszeć irytację. - A Gildia Artystów Magicznych powinna wstydzić się przeoczenia błędu, który jest oczywisty nawet dla ciebie. Za życia nie byłem przyzwyczajony do pracy z narzędziami niskiej jakości i nie mogę zrozumieć, czemu miałoby służyć zredukowanie mnie do nich teraz.

- Poprawimy to. Ktoś z Gildii będzie tu w przyszłym tygodniu, żeby przygotować portret M-Minerwy. Mogą się tym zająć przy okazji. - Harry dotknął fragmentu kamiennego ramienia, na którym został wyryty mroczny znak. - Tego też chciałby się pan pozbyć?

- Nie, panie Potter, nie chciałbym. Ktoś musi służyć jako nagana dla czarodziejskiego świata, szczególnie teraz, gdy młody pan Malfoy został na powrót tabulą rasą. Pamięć naszego świata jest ekstremalnie krótkotrwała.

- W porządku. - Działając pod wpływem impulsu, Harry chwycił wyciągniętą rękę. - Profesorze... Dziękuję panu. Mam na myśli. Pan wie. Za wszystko.

Olbrzymie kamienne palce zacisnęły się na chwilę na ludzkich.

- Nie ma za co dziękować.

***

- Ach. Harry. - Harry wstał od stołu w momencie, gdy podszedł do niego Summs. - Jeśli łaska, to chciałbym prosić cię o przysługę.

- Proszę mówić, dyrektorze - odparł przeżuwając jednocześnie kęs Linzer torte.

- Kiedy w zeszłym roku powróciłem do Hogwartu, to ponieważ mój pobyt miał być tymczasowy, zostałem ulokowany w kwaterze na górze. Nigdy nie oczekiwałem, że zostanę na dłużej niż rok, a teraz, gdy przyjąłem posadę dyrektora, spodziewam się, że schody staną się dla mnie już niedługo poważnym utrudnieniem. Jako że twoje pokoje są na parterze, to czy nie chciałbyś się przypadkiem zamienić?

- Z przyjemnością. Bardzo bym chciał przeprowadzić się wyżej, żeby mieć lepszy widok.

- Dobrze, dobrze. Zostawiam ci Szary Apartament: czwarte piętro, Wieża Południowa. Ufam, że znasz już drogę - rzeczywiście, Harry znał ją całkiem dobrze - Szary Apartament sąsiadował z pokojami Malfoya.

***

- Sypialnia jest trochę... zagracona przez ilość... półek na książki - wydyszał Summs, kiedy dotarli na czwarte piętro. - Ale kiedy okna zostaną... przywrócone, widok wynagrodzi ci to z nawiązką. - Zatrzymał się na chwilę, by złapać oddech, po czym ciągnął dalej. - Pozwól mi tylko pokazać ci sposób na drzwi. Rzecz w tym, że do kapitana Raleigha należy zawsze podchodzić z prawej ze względu na jego oko, jak widzisz - powiedział, podchodząc do portretu pirata z jednym okiem zasłoniętym opaską i dziko zmierzwionymi włosami. - Kapitanie Raleigh!

- Dobry, Wasza Łaskawość - odpowiedział pirat, uśmiechając się i pokazując tyle zębów, że Harry'emu przywołał na myśl Hagrida.

- Pozwól mi przedstawić najnowszego rezydenta Szarego Apartamentu, Harry'ego Pottera.

Kapitan zasalutował Harry'emu, przykładając do skroni makabryczny hak, który zajmował miejsce jego dłoni.

- To zaszczyt i przywilej, młody panie - powiedział.

Sypialnia była rzeczywiście ciasna - nie znajdowało się tam więcej miejsca niż to było konieczne, by wcisnąć okolone kotarami łóżko i sięgające od podłogi do sufitu regały na książki pokrywające trzy ściany. Czarta przyozdobiona była płaskorzeźbą przedstawiającą scenę z rebelii goblinów.

Ale salon był przestronny i dobrze rozplanowany, z przytulnym kącikiem do czytania i dwoma szerokimi oknami, które po usunięciu wypełnienia zapewne wyglądałyby na jezioro.

Nawet gdy Harry wypakował wszystkie swoje książki i zapasy, pokój zdawał się być nieprzyjemnie nagi. Usiadł na chwilę, rozglądając się po ścianach, po czym zaczął przekopywać zawartość swojego kufra. Nie posiadał żadnych wspomnień z pakowania się na Florydę, ale ten kufer zawsze stał u stóp łóżka, a jako że miał zwyczaj wrzucania do niego wszystkich swoich pamiątek, to.

Ach tu były, pod starymi szatami do quidditcha - stosy starych fotografii. A w paczce z listami od Kat znalazł ich jeszcze trochę.

Największa z nich przedstawiała jego, Rona i Hermionę i była zrobiona przez Colina Creeveya w dzień po tym, jak zakończyli zdawanie owutemów. Już wtedy wojna spychała naukę na dalszy plan, a na ich młodych twarzach widać było wysiłek, jaki wkładali w przekształcenie się w żołnierzy. Uśmiechnął się do nich pocieszająco. "Uszy do góry. Udało nam się" - powiedział i przymocował zdjęcie do ściany nad biurkiem.

A tu była cała rodzina Weasleyów na wycieczce do Rumunii, na którą wybrali się, gdy Ron był jeszcze w szkole. Bil i jego żona próbowali namówić malutką Keket na pomachanie do aparatu, ale ją bardziej interesowało chwytanie długiego warkocza Billa i wpychanie go sobie do buzi.

Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy ujrzał kolejne zdjęcie: wszystkich czterech szukających z siódmego roku. Phoebe Benedict i chłopak z Hufflepuffu, którego imię umknęło Harry'emu z pamięci śmiali się i machali w duchu zdrowego współzawodnictwa, natomiast Harry i Draco ledwie rzucali okiem w kierunku aparatu, zajęci próbami zabicia się wzrokiem.

Było tu też zdjęcie grupowe wszystkich Gryfonów zrobione na piątym roku Harry'ego. Uśmiechnął się smutno do promieniejącej, pełnej nadziei twarzy Lee Jordana. Chłopak chciał być komentatorem dla CRR-u, ale nigdy nie otrzymał takiej szansy. Obok Lee bliźniacy Weasley z dumą trzymali sztandar: "Weasley & Weasley z o.o. - Nowinki i Niespodzianki". To był ten sam, który nadal wisiał nad drzwiami ich sklepu w Hogsmeade.

Zdjęcie grupowe kadry z Coven, zrobione, gdy Harry nie był tam jeszcze wystarczająco długo, by jego twarz przestała wyglądać trupioblado na tle opalonych skór reszty. Kat już rzucała mu i Sundayowi porozumiewawcze spojrzenia. "Następnym razem, gdy karzesz mi wyluzować, to rzeczywiście spróbuję to zrobić" - powiedział jej.

Karty czekoladowych żab z Flamelem i Albusem Dumbledore'em. Seamus i Omar, uśmiechający się od ucha do ucha, stojący na progu swojej chatki w Limerick. plakat z czasów, kiedy Angelina Johson była w głównym składzie Zjednoczonych z Pudlemere. Colin Creevey odrywający twarz od własnego aparatu na wystarczająco długo, by uśmiechnąć się i pomachać. wycinek z gazety z Neville'em składającym przysięgę jako wiceminister magii i stojącą za nim Circe Stromlaw wyglądającą groźnie. Remus, podczas swojego pierwszego roku na stanowisku nauczyciela, wyglądający na zmęczonego i zabiedzonego.

Syriusz na weselu jego rodziców wyglądający beztrosko i odrobinę niebezpiecznie. Syriusz na kilka miesięcy przed śmiercią, wyglądający mizernie i ponuro.

Jego rodzice wyglądający młodo i szczęśliwie i tylko troszkę zmartwieni. On sam jako roczne niemowlę, z włosami sterczącymi we wszystkich kierunkach, machający pa-pa, znowu i znowu.

Dudnienie dochodzące z sypialni przerwało tok jego myśli. Wyjrzał przez otwarte drzwi i zobaczył, że rzeźbiony panel przesuwa się w bok, ujawniając opierającego się o ścianę i uśmiechającego z wyższością Draco.

- Przylegające pokoje - cudownie! Tęskniłem za biblioteką, a tu będzie świetna, kiedy tylko pozbędziemy się tego głupiego łóżka.

- A gdzie chcesz żebym spał, w klatce z Hedwigą?

- Chcę żebyś spał tam, gdzie spałeś przez ostatnie cztery noce. W porządku?

Harry spojrzał na szczęśliwą, zniecierpliwioną twarz Draco i stłumił wielką ochotę na wybuchnięcie radosnym śmiechem.

- Twoje łóżko jest zbyt miękkie - powiedział z powagą.

- Och na... - Draco pchnął Harry'ego na żerdź Hedwigi i pocałował go mocno, podczas gdy ona ostrzegawczo kłapała dziobem. - Dobra. Po prostu wykopię cię na podłogę, kiedy z tobą skończę.

Harry zaśmiał się naprzeciw zaczerwienionych ust Draco.

- Nigdy ze mną nie skończysz.

***

- Czy mogę prosić wszystkich o uwagę? - W momencie, w którym Summs zabrał głos, brzęczenie poobiednich rozmów ustało i zapanowała cisza.

- To historyczna chwila. Dokonaliśmy już najpilniejszych napraw i wreszcie możemy usunąć z okien wypełnienia. - W pokoju rozległy się wiwaty. - Czy nie zechciałby pan zacząć tu, panie Weasley?

Ron wstał, a Harry i Hermiona opuścili kanapę, by ułatwić mu dostęp. Wskazał różdżką na kamienie i zaczął mamrotać. Stopniowo każdy głaz zmienił się w prostokątną lub kwadratową szybkę.

- Um. Przedtem było inaczej - powiedział Ron.

- Nie, nie, zostaw tak - wychrypiała Hermiona.

Noc była pochmurna i nie było widać gwiazd, ale Harry dostrzegł jak w oddali mroczne niebo przechodzi w jeszcze mroczniejsze drzewa Zakazanego Lasu.

- Jest pięknie - powiedział Harry.

Poprzedni rozdział

Epilog

Spis treści