Rozdział 12. Wyczerpanie magiczne.

Animaserum przywróciło Malfoyowi wystarczająco dużo energii, by był w stanie poruszać się o własnych siłach, ale testy wykazały, że nie posiadał w sobie ani odrobiny magii - nawet tyle, ile potrzeba na Lumos.

- Moglibyśmy spróbować transfuzji - zaproponowała powątpiewająco Hermiona, kiedy przybyła do skrzydła szpitalnego po skończeniu zajęć ze swoim siódmym poziomem. Ale po przeprowadzeniu prób odkryli, że jakąkolwiek magią wspomagali Malfoya, to natychmiast przechodziła ona do min.

- Czy moglibyśmy zrobić transfuzję, która uniemożliwiłaby magii przemieszczanie się do jakiegokolwiek ośrodka bez wyrażenia przez ciebie zgody?

- Miona, ja wyraziłem zgodę - westchnął Malfoy.

- Dlaczego pozbawiają cię całkowicie magii? - zapytała Hermiona.

- I dlaczego nadal są takie słabe? - dodał Harry. Kiedy zapalili świeczkę, odkryli, że miny w skrzydle szpitalnym były bardzo blade, ledwie mogli je dostrzec zza błyszczących barier.

- Oczywiście było wielu zwolenników, ale nawet, gdy Czarny Pan znajdował się u szczytu potęgi, nigdy nie było więcej, niż stu noszących znak - powiedział Malfoy.

- Więc byłeś członkiem elity śmierciożerców? - zapytał Harry

Malfoy uniósł brwi.

- Naturalnie. Teraz około dwudziestu jest w Azkabanie, gdzie w jakiś sposób uniemożliwia im się korzystanie z magii...

- Emagium - wtrąciła Hermiona. - To samo zaklęcie, którego użyliśmy na tobie w Programie Ochrony Czarodziejów.

Przytaknął.

- Większość reszty nie żyje. Możliwe, że jestem jedynym śmierciożercą na wolności. Co oznacza, że nie wywiązuję się z mojej części obowiązków dotyczących mordowania, siania zamętu i torturowania mugoli.

Hermiona uśmiechnęła się.

- Mama mogłaby się kłócić. Ta wypchana kura, którą posłałeś jej na święta ani na moment nie przestaje gdakać i znosić czekoladowych jaj po całym domu.

- Nie dorównuje to starym metodom, ale standardy zawsze się obniżają.

- A dlaczego teraz nie rzucić na ciebie Emagium? - zapytał Harry. - Nie będą mogły czerpać od ciebie magii, jeśli nie będziesz mieć żadnej.

- Skorzystają z kolejnego awaryjnego źródła - odparł Malfoy. - Ślizgoni, pamiętasz? - Tym razem w owym stwierdzeniu dało się słyszeć więcej zwykłego znużenia niż podziwu.

***

- Równie dobrze możecie wrócić do swoich pokoi - powiedział z irytacją Malfoy, kiedy Harry, Ron i Hermiona podążyli za nim w górę schodów. - Potrafię świetnie sobie poradzić bez magii. Już kiedyś to robiłem.

- Nie w Hogwarcie - odparła Hermiona. - Jestem pewna, że tu okaże się to trudniejsze. Witaj Tiffany - zwróciła się do drzwi Malfoya.

- Dzień dobry Miona - odpowiedziała smoczyca z obrazu. Jej głos był ochrypły - Harry przypuszczał, że stanowiło to konsekwencję ziania ogniem. - Dracona akurat nie ma. Czy mam przekazać jakąś wiadomość?

- Jestem tutaj - powiedział Malfoy, wychodząc zza Hermiony.

- Czy może mam was wpuścić byście poczekali w środku? - dodała Tiffany, nawet na niego nie spoglądając.

- Tak, wpuść nas wszystkich, Tiffany - polecił Malfoy. Drzwi pozostały zamknięte.

- Ona cię nie widzi - powiedział Harry.

- Dziękuję za ujawnienie tej oszałamiającej oczywistości.

- Och, jej. - Hermiona pociągała za kosmyki swoich włosów. - Tego się obawiałam. Być może będziemy mogli wykorzystać technologię minową? Zaprojektować sigil, który otworzy drzwi, kiedy ich dotkniesz?

Ron spojrzał na nią, odrywając wzrok od klamki.

- Myślę, że najprościej będzie zainstalować zamek.

***

- Po co tu się jeszcze kręcisz, Potter?

Harry zignorował Malfoya i dokończył rzucanie na dzbanek od herbaty, dzbanuszek z mlekiem, cukiernicę i puszkę z herbatnikami zaklęcia Autolaborum, po czym na kubkach umieścił czar samoczyszczący. Dobrze, że spędził tak wiele wakacji w Norze, myślał, przemierzając pokoje Malfoya - prawdopodobnie znał więcej samoodnawiających się zaklęć gospodarskich niż każdy kawaler w Brytanii.

Kiedy wyszedł z łazienki, która była na szczęście wyposażona po mugolsku, znalazł Malfoya opierającego się ze skrzyżowanymi ramionami o jedną z kolumienek łóżka.

Malfoy z pewnością wybrałby inne ubranie, gdyby wiedział, że będzie musiał wydostać się z niego bez pomocy magii, pomyślał z uśmiechem Harry, zauważając jego sięgające kolan buty przechodzące w ciasne bryczesy, tuziny guziczków w zapinanej do talii i dalej rozchodzącej się na boki szacie.

Ktoś, kto nie znał Malfoya od czasu, gdy ten miał jedenaście lat, pomyślałby, że jest on kompletnie zrelaksowany.

- Nie przypominam sobie, bym cię tu zapraszał, Potter.

- Wiem. Jak dotąd nikomu nie udało się jeszcze nauczyć mnie manier. - Otoczył barki Malfoya swoimi ramionami.

Rozkrzyżowanie rąk i oparcie się o Harry'ego z głową leżącą na jego barku zajęło Malfoyowi zaledwie kilka sekund. Stali w tej pozycji przez długą chwilę, a potem Harry pogładził włosy Malfoya, przypominając sobie jak pachniały, kiedy niósł go z gabinetu Dumbledore'a, a Malfoy z drżeniem wypuścił powietrze i, nie otwierając oczu, uniósł głowę.

Harry pocałował Malfoya powoli, przez długi czas pieszcząc jego wargi, nim rozchylił je, by go posmakować. Malfoy trzymał go kurczowo, ale nie podejmował żadnych wysiłków, by kontrolować tempo.

Po chwili Harry odsunął się na niewielką odległość, zahaczając palec o najwyżej przyszyty guzik szaty.

- Jeśli nie pozbędziemy się szybko min, będziesz musiał znaleźć sobie osobistego garderobianego. Jak brzmi zaklęcie na te guziki?

- Deboutonne - odpowiedział mu Malfoy.

- De... co? To nie łacina.

- Rzymianie nie mieli guzików. Albo raczej mieli guziki, ale żyli na kilka stuleci przed wynalezieniem dziurki od guzika. Dla sznurówek w spodniach jest expedio, dla butów depero, degenualia dla pończoch... Ach! Okryłeś swoje powołanie.

Wydawało się, że bryczesy z jeleniej skóry wymagały długiej do kolan bielizny wykonanej z jakiegoś białego, miękkiego materiału. Po bokach kolan znajdowały się na niej guziki, ale Harry nie widział żadnych zapięć. Jednakże Malfoy wyglądał w niej tak dobrze, że zdecydował się poczekać z pytaniem go o zaklęcie potrzebne do jej zdjęcia.

- Lepiej będzie, jak do czasu, kiedy odzyskasz magię, pożyczysz kilka par moich slipów.

- Zdemagizowanie mnie im nie wystarcza. Muszą jeszcze całkowicie pozbawić mnie smaku i stylu - zrzędził Malfoy, zdejmując z barków Harry'ego szatę. - Przynajmniej mam trochę pożytecznego doświadczenia z mugolami - dodał, zaczynając rozpinać koszulę. - Moja matka nie byłaby do końca w stanie własnoręcznie odpiąć guzika, nawet po to, by dostać się do dziewiętnastoletniego obrońcy.

- To nie jest coś, o czym chętnie myślę. - Harry kopniakiem pozbył się butów w sekundy przed tym, jak jego spodnie i slipki opadły na podłogę.

- Nie mów mi, że nie w smak ci mężczyźni pracujący fizycznie.

Harry objął Malfoya w talii i pociągnął go na łóżko.

- Nie obraź się, ale nie w smak mi twoja matka.

- Nie obrażam się - odpowiedział Malfoy i polizał Harry'ego w ucho.

Harry przeturlał ich tak, że leżał w połowie na Malfoyu, opierając się na łokciach. Pocałował go aż ucichł, a potem całował tak długo, aż stał się na powrót hałaśliwy.

- Och - powiedział Malfoy, kiedy Harry opuścił jego usta i udał się wzdłuż klatki piersiowej. - Ochh, tak. Och, Lete i Phlegethon, jesteś w tym dobry... Ach... Możesz trochę ugryźć, nie mam nic przeciwko...

Harry gryzł całkiem sporo i choć Malfoy nie stawał się ani trochę cichszy, był coraz mniej werbalny.

- Podobają mi się - powiedział po jakimś czasie Harry. Znów opierał się na łokciach, leżąc pomiędzy rozpostartymi nogami Malfoya, głaszcząc jego członek przez tę osobliwą bieliznę - lewy kciuk, prawy kciuk, lewy kciuk, prawy kciuk. - Miłe i miękkie. Z czego są zrobione?

- Mm-mm. Muślin. Och. Zdejmij. Zdejmij je ze mnie.

- OK. - Lewy kciuk, prawy kciuk. - Powiedz mi jak.

- De... - zaczął Malfoy, biorąc jednocześnie przyspieszony wdech. - Och. De... - Na tkaninie pojawiła się mokra plamka. Harry powąchał ją, po czym otworzył nad nią usta i chuchnął gorącym powietrzem. Malfoy zaczął dygotać. - Ach! - Harry przywarł ustami do tkaniny. - Och, och, nie mogę... Przypomnę sobie zaklęcie, jeśli przestaniesz... Och, och, kurwa, przestań, Harry, nie przestawaj...

Harry nie przestał.

Zapadła długa pozbawiona tchu cisza, a potem Malfoy powiedział śmiejącym się głosem.

- Debracato, żeby je zdjąć, eluo, żeby je wyczyścić. Lavo, żeby mnie wyczyścić.

- To wiedziałem - oświadczył Harry, szybko zajmując się bielizną. - Ale nie jestem pewien, czy chcę cię czyścić. Lubię, kiedy jesteś brudny. - Malfoy nie był w rzeczywistości taki brudny, ale Harry zauważył smugę między pępkiem a kością miednicy i zlizał ją z popisową dokładnością. Malfoy westchnął szczęśliwie.

- Lete i Phlegethon? - Harry spytał się jego uda.

- Dwie rzeki w Hadesie. - Malfoy przewrócił się na bok i rozważając przesunął dłoń wzdłuż ramienia Harry'ego. - Więc. Możesz... - Wykonał dziwny, niejednoznaczny gest w kierunku swojego ciała. - Jeśli chcesz. Nie mam nic przeciwko. - Wpatrywał się w swoją dłoń, która obecnie rysowała kręgi na barku Harry'ego.

- "Możesz" - powtórzył Harry. - Czy czarodzieje czystej krwi nie mają na to jakiejś wymyślnej nazwy?

- Klasyczne aluzje byłyby daleko powyżej twojej możliwości kojarzenia. - Palce Malfoya znalazły wrażliwy punkt na szyi Harry'ego. - No i jak? Jesteś zainteresowany czy mam poczynić inne plany?

Harry musiał się uśmiechnąć.

- Mówisz to tak, jakbyś myślał, że w ogóle istnieje możliwość, iż powiem "nie".

- Cóż, kto wie, jakich specyficznych preferencji mogłeś nabyć w Ameryce.

- Dobra. Po pierwsze, musisz założyć kowbojski kapelusz...

- Chapsy* są extra - Malfoy przeturlał ich nagle tak, że teraz siedział na Harrym okrakiem. Jego jasne włosy zakołysały się do przodu i Harry wplótł w nie dłoń, po czym pociągnął głowę Malfoya w dół po pocałunek.

Jak tylko Harry go puścił, Malfoy klęknął, ustawił się mamrocząc... i nagle zatrzymał się.

- Żadnej magii. Sam będziesz musiał to zrobić.

Nie stracił jednak wystarczająco pewności siebie, by powstrzymać się przed krytykowaniem wyboru zaklęć Harry'ego, jego wymowy i braku cierpliwości. Harry był gotów to przeoczyć choćby tylko dla jego widoku: rumieniec rozchodzący się po klatce piersiowej, półprzymknięte oczy; sposobu, w jaki szybko nabrał powietrza, kiedy powoli opuszczał się na członek Harry'ego, a potem westchnął, gdy się zatrzymał.

- W porządku?

- Hm. Zobaczmy. - Malfoy zakołysał się lekko w przód i w tył. Harry wydyszał "Oboże". Malfoy uśmiechnął się i zrobił to znowu.

- Oboże. O tak. Tak. - Malfoy nie przestawał się kołysać. Z początku obserwował Harry'ego, ale potem jego oczy zamknęły się i odchylił głowę, zaciskając dłonie na napiętych mięśniach swoich ud, oddychając ciężko.

Znowu i znowu, przyspieszając, ale nigdy nie pogłębiając swoich ruchów, aż Harry w połowie postradał zmysły - i kiedy Malfoy wydał z siebie to znajome skomlenie, Harry nie mógł powstrzymać swoich bioder przed oderwaniem się od materaca.

- Malfoy. Boże. Potrzebuję więcej. Pozwól mi. Na górę.

Stracili połączenie, gdy zmieniali pozycję i kiedy Harry wszedł w niego z powrotem, Malfoy wydał z siebie dźwięk, który był niemalże kwileniem. Długie, głębokie pchnięcia, niewiarygodne gorąco, Malfoy pod nim, zaskoczony przyjemnością - zbyt wiele, zbyt wiele - i nim mógł choć spróbować zwolnić, już dochodził.

- Ach... - Krzyk Malfoya był więcej niż trochę desperacki i Harry wysunął się z niego nieco za szybko i zanurkował w dół, by doprowadzić go na szczyt swoimi ustami. - Tak... - syknął Malfoy, wierzgając biodrami i dysząc. - Wsadź... coś... we mnie... - I Harry wsunął trzy palce w to mokre gorąco, a plecy Malfoya wygięły się w łuk, kiedy szczytował.

Harry złożył delikatny pocałunek na biodrze Malfoya, a potem jeszcze jeden, a potem cały ich sznur, zamykając oczy i eksplorując wargami gładką skórę, natomiast Malfoy wydał z siebie łamiący się dźwięk i pociągnął Harry'ego w górę po namiętny pocałunek.

- Boże. - Harry pozwolił swojej głowie opaść na poduszkę, a wtedy Malfoy uśmiechnął się do niego z takim samozadowoleniem, że dodał: - Rozumiesz, że kiedy to mówię, to nie zwracam się w rzeczywistości do ciebie.

- Kiedyś będziesz musiał opowiedzieć mi wszystko o tej oryginalnej religii twojego ludu. Omnilavo do oczyszczenia nas i łóżka.

- To wiedziałem. - Harry rzucił zaklęcie, a potem naciągnął na nich obu kołdrę i podniósł z podłogi drugą poduszkę.

Malfoy oparł się na łokciu i wpatrzył w niego.

- Co robisz?

- Nie możesz używać Fiuu, nie możesz zapalać świec... Muszę... - Harry ziewnął. - Muszę tu zostać i się tobą zająć.

- Potrafię korzystać z zapalniczki. Mogę chodzić. - Harry znowu ziewnął. Malfoy opadł na łóżko. - Och, bardzo dobrze. Będę tak bezbronny, jak tylko potrzebujesz, żebym był. - Pociągnął kołdrę w kierunku swojej strony łóżka. - Cholerni Gryfoni.

- Dobranoc, Malfoy.

***

- Będziemy musieli wyłączyć go z Ligi - powiedział Harry do Rona. - Nie wiadomo, co się stanie, gdy cokolwiek zacznie żądać od niego magii, kiedy on żadnej nie posiada.

- Jak to miło z twojej strony, Potter, że mówisz o mnie jakbym nadal był nieprzytomny. - Kiedy Harry zaczął protestować, Malfoy niecierpliwie machnął ręką. - Tak, tak, nie można czerpać wody z pustej studni. Ale niech zrobi to ktoś inny. Ty nie posiadasz żadnego wyczucia okazji.

Wtedy drzwi do pokoju nauczycielskiego otworzyły się i weszły Hermiona oraz Penelopa.

- ...zaindeksuj wszystkie tomy Encyklopedii Magii Diderota - mówiła rozpromieniona Hermiona.

- O, jak dobrze - powiedział Harry. - Hermiono, czy możesz wykopać Malfoya z Ligi? Nie pozwala mi tego zrobić, bo brakuje mi elegancji.

- Nie martw się Potter, nadrabiasz ten brak większą drażliwością.

Hermiona wyglądała na dotkniętą.

- Usunąć cię z Ligi? Och, ale z pewnością nie musimy posuwać się aż tak daleko, Draco. Być może mógłbyś zostać... członkiem honorowym albo kimś w tym rodzaju?

- Jeśli chodzi o magię ceremonii, to kluczem do niej jest prostota - powiedział Malfoy. - Ale jeśli chcesz, będziesz mogła później pozbierać dla mnie Zestaw Pomocniczy dla Charłaków.

Zaczął podnosić się z krzesła, ale Harry, Hermiona i Penelopa przytrzymali go i popchnęli z powrotem na siedzenie.

- Nie jestem inwalidą - mruknął.

- Tak, jesteś - sprzeciwiła się Hermiona. - Klęknę tutaj. Teraz pozwól mi pomyśleć... W porządku. - Wyjęła różdżkę z rękawa. - Draconie Falconie Leonisie Malfoyu de Douce-Douleur, czy wycofujesz zgodę na użyczanie swojej magii na cel zasilania zaklęć szukających?

- Tak - odpowiedział Malfoy.

Hermiona przygryzła wargę i dotknęła różdżką jego czoła.

- Niniejszym usuwam cię z Ligi Ochrony.

- No to jak już z tym skończyliśmy - powiedział Malfoy. - To o czym było to paplanie o bibliotece?

- Och, to takie ekscytujące, Draco - odparła Hermiona, od razu zapominając o zmartwieniach i rozpływając się w radości płynącej z nowego odkrycia. - Penelopa wymyśliła sposób na użycie zaklęć szukających do zindeksowania całej biblioteki. Oczywiście, to zajmie trochę czasu, ale ona i Sara McDuff już zajęły się popularnymi zapytaniami od Aardwolfa do Amanity.

- Ta metoda działa na podobnej zasadzie do polecenia "szukaj" w komputerze, dzięki któremu właśnie na to wpadłam - wyjaśniła Penelopa. - Najbardziej podchwytliwe było zlimitowanie zaklęcia do książek w bibliotece. Ono chce zaindeksować każdą książkę, zwój i prywatny dokument na terenie szkoły.

- Możesz oznakować książki - zaproponował Malfoy. - Podpisać je. Wtedy będziesz mogła użyć tej sygnatury jako rzeczownika dla "książek w bibliotece Hogwartu" i nie będziesz musiała martwić się, że zaklęcie zaindeksuje wiersze miłosne, które Talos pisze do Marlow, kiedy powinien zajmować się swoją numerologią.

- Hermiono - powiedziała Penelopa. - Wiesz jak komputer potrafi wykonać "znajdź i zamień". Czy mogłabyś zrobić to samo z kalligromancją?

Hermiona i Malfoy wpatrzyli się w Penelopę z identycznymi wyrazami podziwu na twarzach, a potem zaczęli mówić tak szybko, że nie sposób było wyróżnić ani jednego słowa.

Penelopa spojrzała na Harry'ego.

- Biorę to za "tak".

***

Następnego dnia powietrze wypełniło się sowami, kiedy kontaktowali się ze wszystkimi nieobecnymi członkami Ligi w celu otrzymania od nich zgody na użyczenie magii do zaklęć "znajdź i zamień". Nikt nie oczekiwał sprzeciwów i faktycznie żadne nie nadeszły, ale dwie szkoły, uniwersytet i ministerstwo przysłały zwrotną sową wiadomość, którą można by streścić: "róbcie dobre notatki".

- Jeśli to opublikujesz, Miona, to może wystarczyć, by przyznali ci kolejnego doktora magii - powiedział Malfoy.

Malfoy był najlepszy z nich w kalligromancji, więc najłatwiejszym rozwiązaniem było dla niego prowadzenie ręki Hermiony przez nieznajome ruchy: znajdź minę powodującą ból, zamień ją na minę powodującą ból z dołączonym "skasuj".

Po raz pierwszy spróbowali w bibliotece, gdzie mogli obserwować, jak zabezpieczone magicznymi barierami miny znikają. Po jednej krótkiej przerwie, podczas której znaleźli sposób na zmuszenie zaklęcia, by powtarzało procedurę aż znajdzie wszystkie miny i drugiej na skonstruowanie czaru w taki sposób, by omijał każdy sigil z warunkiem "jeśli" - i jeszcze jednej lekko dłuższej, poświęconej na zaspokojenie ciekawości Hermiony przez przywołanie zaklęcia z powrotem, by odznaczyło każdą znalezioną klątwę na tablicy - wysłali je, by pokryło cały teren szkoły, poruszając się w obrębie zawczasu ustalonych granic.

Malfoy i Harry zdążyli pokonać Hermionę i Penelopę cztery razy w grze w Podstęp, zanim zaklęcie powróciło. Przemierzyli korytarze, szukając jakichkolwiek min powodujących ból, które mieli zaznaczone w swoich notatkach, ale ochronne pęcherze stały puste. Wszystkie miny tego typu zniknęły.

Na tablicy widniało czterysta sześćdziesiąt znaków.

***

W ich notatkach było więcej niż sto typów powtarzających się min, a każda następna była trudniejsza do usunięcia niż poprzednia, gdyż energia magiczna pochodząca od noszących znak rozdzielała się na mniej sigili. Kiedy Hermiona zauważyła tę prawidłowość, zaczęła pilnować, by na pierwszy ogień brali najtrudniejsze miny, zanim stały się one zbyt silne.

Nawet w takim układzie obciążenie Ligi wzrastało. Z początku, przy tak wielu współpracujących, nikt nie odczuwał efektów. Ale po przekroczeniu tysiąca usuniętych min, zaczęli zauważać ogólne zmęczenie i objawy wyczerpania magicznego, a Hermiona poczęła ograniczać liczbę zaklęć "znajdź i zamień", które mogli rzucić jednego dnia - tuzin, potem sześć, potem dwa, potem jedno.

Wreszcie, pewnego gorącego majowego dnia odkryli, że pozbyli się każdej odnotowanej wcześniej miny.

- Więc następnym krokiem - powiedziała Hermiona. - Jest zbadanie terenu szkoły i zobaczenie czy coś jeszcze nie zostało.

Przeszukali cały pokój nauczycielski i nie znaleźli ani jednej miny.

Hermiona rozpromieniła się.

- Teraz zostały tylko te nietypowe i takie, na które jeszcze się nie natknęliśmy.

- To - stwierdził Malfoy. - Może nie okazać się błogosławieństwem.

* chapsy - skórzane ochraniacze na spodnie noszone przez kowbojów.

Poprzedni rozdział

Następny rozdział

Spis treści