Rozdział 11. Liga Protekcji

Harry śnił, że był z powrotem w swoim pokoju w Coven. Siedział na łóżku i czytał jeden z artykułów w "Rzuć Urok! Czasopismo Młodej Czarownicy" Kat, kiedy przez szparę pod drzwiami prześlizgnął się list. Na kopercie widniało pismo Hermiony:

"Harry Potter
Coven Ameryk
Pokój 213
Orlando
Floryda
USA"

Harry podniósł list i wyrzucił go do kosza na śmieci.

Wślizgnęły się kolejne dwa: bazgroły Neville'a i pochylające się w lewo litery Deana.

"Harry Potter
Daleki Brzeg
Ocean Atlantycki"

Zanim zdążył je wyrzucić, wleciało kolejne pięć, a potem jeszcze trzy, każda nowa fala wpychała poprzednią głębiej do pokoju, aż Harry nie mógł się poruszyć, by nie nadepnąć na jeden ze stosów.

Kosz na śmieci zapełnił się, więc zaczął nosić je do wanny, a kiedy i w tej nie starczyło miejsca, spróbował spuszczać je w toalecie.

Wtedy zaczęły wypływać z kranu, skapywać ze słuchawki od prysznica, ślizgając się w poprzek podłogi, spychając matę w kierunku wanny.

"Harry Potter
Wygnanie
USA"

Odważna, pewna ręka Ginny, szkolny druczek Seamusa, małe ciemne literki Remusa, bujne, pokleksione pismo Syriusza.

"Harry Potter
Ucieczka"

Stosy stawały się coraz wyższe - sięgały ponad jego głowę... Dusił się w nich.

***

- Harry ma rację, Draco - powiedziała Hermiona. - Nie możemy go po prostu tam zostawić. On zagraża tobie i każdemu wokół ciebie. Musimy chociaż spróbować go usunąć.

- W tej chwili on nie stanowi zagrożenia dla nikogo, chyba że zaczniecie w nim gmerać - odparł zirytowany Malfoy. - Czy Gryfonów nigdy nie uczą, że nie należy szturchać śpiącej żmii?

Hermiona zignorowała go.

- Harry rozmawiał z dyrektorem w Ameryce i on mówi, że ma... Co to było, Harry?

- Zaklęcie podnoszące klątwy z ochroną krwi. - Na puste spojrzenie Malfoya wyjaśnił: - Używa się trochę twojej krwi w eliksirze, więc on nie może dokonać na twoim ciele żadnej fundamentalnej zmiany. Albo podniesie klątwę bezpiecznie, albo nic nie zrobi.

- Cudownie - skomentował Malfoy. - Magia krwi dla dobrych gości.

***

Harry rozwinął czerwony ręczniczek.

- Doktor Bokor powiedział, że z tym zawsze miał szczęście.

Był w nim zwyczajny, mocno zużyty nóż do obierania z czarną rączką. Kawałek czubka odłamał się kiedyś, a wiele lat ostrzenia sprawiło, że klinga stała się lekko wklęsła. Metal był oksydowany, koloru węgla, a błysk wzdłuż krawędzi sugerował, że niedawno go naostrzono.

- Na jego płatku usznym - wskazała Hermiona. - Tam jest mniej zakończeń nerwowych.

- Tam robimy to, gdy są nieprzytomni - odparł Harry. - Ale jeśli ból jest ofiarowany dobrowolnie, to też niesie ze sobą moc. - Hermiona przygryzła wargę i przytaknęła.

Harry obrócił się w stronę Malfoya i chwycił uwolnioną z ciężkich srebrnych pierścieni jego prawą dłoń. Palce chłopaka były długie i blade, ale kiedy Harry spojrzał na jego twarz, zobaczył, że miała niemal kredowobiały odcień.

- Czy wyrażasz zgodę?

- Tak, tak - powiedział Malfoy. - Zróbmy to wreszcie i obądźmy się bez cyrków, dobrze?

- Draco! - zganiła go Hermiona. - Magia Krwi! To nie jest coś, co można lekceważyć!

Harry uniósł dłoń i dotknął policzka Malfoya, aż ten spojrzał mu w oczy. Powoli i wyraźnie powtórzył pytanie:

- Czy wyrażasz zgodę?

Malfoy zatrzymał jego spojrzenie przez długą chwilę zanim odpowiedział.

- Tak.

Harry wytarł dłonie o szatę i wziął nóż. Klinga była tak ostra, że po między momentem, w którym Harry prześlizgnął nóż przez czubek palca serdecznego Malfoya a chwilą, kiedy ten syknął, upłynęło trochę czasu. Harry wycisnął kilka kropli krwi do kociołka. Natychmiast uniósł się kłąb pary o pikantnym zapachu, który zamglił okulary Harry'ego. W powietrzu dało się wyczuć drganie magii.

- Potrzebujemy cię nagiego.

- Osłoń swe niewinne oczęta, Miona. - Malfoy przykrył swoją szatą łoże z ziół i położył się na nim, wzdrygając się na trzaski zdrewniałych łodyżek. Znajome ciało w świetle świec wydawało się słabe i bezbronne. Harry obserwował, jak jego uda powoli porywały się gęsią skórką.

Odwiązał ze swojej kostki pleciony rzemień i, czując zawstydzenie, pocałował go.

- Draco adigo. - Zawiązał go wokół lewej kostki Malfoya. Malfoy drgnął, kiedy końcówki rzemienia musnęły jego piętę. Powietrzne zgęstniało jeszcze bardziej.

Opary unoszące się znad kociołka wywoływały u Harry'ego zawroty głowy, a znak zdawał się śmiać szyderczo. Harry dał Hermionie pęczek rozmarynu, a sam wziął bazylię.

- Od serca do kończyn - poinstruował ją i zaczęli omiatać ziołami skórę Malfoya, która lśniła już od pierwszych kropli potu.

- Sublevo - wyszeptał Harry. Napięcie w pomieszczeniu wzrosło. Czuł, jak włosy na jego ramionach stają dęba. - Solveo. Reticulo abscideo. Ovo effringeo...

Nagle rozbłysło oślepiające światło i powietrze wypełnił ostry, duszący zapach. Malfoy wrzasnął, a wszystkie świece pogasły.

- Harry, co... - głos Hermiony przedarł się przez huczenie w jego uszach, a potem - Lumos! - i pokój pojaśniał.

Znak nadal tam był.

***

- Powiedziałem "nie" i to miałem na myśli - sprzeciwił się Malfoy. - Już raz próbowaliście. Nic dobrego z tego nie wynikło. Zabezpieczyłem go. Teraz zostawcie go w spokoju i zróbmy coś, co przyniesie rzeczywisty pożytek.

Harry spojrzał na Hermionę w nadziei, że znajdzie u niej poparcie, ale ona tylko pokręciła głową.

- Do czasu, gdy nie zdobędziemy nowej metody, która będzie dawała jakieś nadzieje, to lepiej zostawmy znak w spokoju.

- Cześć wam - powiedziała Penelopa, wchodząc do biblioteki tyłem, taszcząc gigantyczne pudło z książkami. - Żadnego szczęścia z zaklęciami szukającymi? Cały czas myślę o tym jak bardzo ułatwiłyby mi życie.

Drzwi otworzyły się ponownie i weszli Ron i Oliver, niosąc jeszcze więcej książek.

- Widzę, co masz na myśli - zgodził się Harry.

- Nikt nie posiada wystarczająco mocy do przeszukania przestrzeni na tyle dużej, by było to przydatne - powiedziała Hermiona. - Harry i Draco próbowali raz wspólnie, ale przeszukanie jednej klasy zajęło im pół dnia.

- Hm. - Penelopa przekrzywiła głowę na bok, co robiła zawsze, gdy się nad czymś zastanawiała. - Ja i Hermiona mogłybyśmy robić to z wami. Może w czwórkę byłoby łatwiej.

- Co za cudownie perwersyjny pomysł - oświadczył Malfoy i zaraz dostał za to od Hermiony po głowie. - Problem leży w inkantacji. Wypowiedzenie jej jednocześnie przez dwie osoby jest wystarczająco trudne. - Harry i Malfoy czasem potrzebowali dwóch czy trzech prób, by zrobić to poprawnie.

- Hm - powtórzyła Penelopa. - No cóż, myślę, że powinniście wpisać zaklęcie szukające w sigil kalligromancyjny, nie? Wtedy moglibyście wytypować tylu ludzi, ilu byście chcieli do jego zasilania.

- Co, mamy wpisać w niego wszystkie nasze ich i nazwiska?

- Nie, już łapię - powiedział podekscytowany Harry. - Nadać im wspólną nazwę. Jak twój Zakon Węża czy coś w tym stylu. Urządzić ceremonię tylko w celu związania ich zaklęciem.

Wszyscy popatrzyli na niego.

- Czemu nie? - Ron uśmiechnął się szeroko.

***

Harry odgarnął włosy z czoła.

- Um, OK... Nie jestem... Co dokładnie mam zrobić, żeby magia zadziałała?

- Punktem krytycznym jest wyrażenie przez nas naszej zgody i nadanie nam nazwy przez ciebie - podkreślił Malfoy.

- OK, dobra... Czy wy? Wyrażacie zgodę?

- Och, na kamienie i kości, Potter, pozwól mi to zrobić. Ty nie masz pojęcia o ceremoniach.

- Świetnie. - Ustąpił mu miejsca u szczytu bibliotecznego stołu. - No dalej. Jestem pewien, że warto to zrobić doskonale.

Malfoy zachichotał, ale gdy tylko stanął przy stole, jego wyraz twarzy stał się na powrót poważny.

- Miona, chcesz iść na pierwszy ogień?

Hermiona wstała. Malfoy machnął ręką i wszystkie lampy zgasły, a jedynym źródłem światła stały się świece.

- Zaczekaj chwilę - powiedział i wyszeptał zaklęcie przywołujące. Moment później pojawił się kieliszek pełen płynu, który w słabym świetle świec zdawał się być czarny.

- Co to jest? - zapytał Harry.

Malfoy obdarzył go spojrzeniem.

- Porto - odpowiedział. - Z Hiszpanii. Słyszałeś o Hiszpanii, nie, Potter? - Harry przewrócił oczyma, a Malfoy zwrócił się z powrotem w stronę Hermiony. - Podaj swoje pełne imię i nazwisko.

- Hermiona Frances Granger.

- Hermiono Frances Granger, czy wyrażasz zgodę na użyczanie swojej magii w celu zasilania zaklęcia szukającego?

- Tak.

Malfoy przytknął czubek różdżki do jej czoła.

- Niniejszym mianuję cię członkiem Ligi Ochrony. - Podniósł różdżkę i podał jej kieliszek z winem. - Pij.

Ceremonia zdała się dobiegnąć końca.

- Liga Ochrony? - zapytał Harry.

- Nie masz pojęcia, jak tworzy się dobrą nazwę, Potter, więc zostaw to ekspertom. Weasley...

Ron wstał.

- Podaj swoje imię i nazwisko.

- Ronald Aethewulf Weasley. - Wzruszył ramionami, kiedy zobaczył uśmiech na twarzy Harry'ego. - No co, do czasu, kiedy ja się pojawiłem, zdążyli już zużyć wszystkie normalne imiona królewskie. - Ron z okazji ceremonii wyprostował swoje zwykle przygarbione plecy, więc Malfoy musiał odchylić głowę w tył, by spojrzeć mu w oczy. Harry czasami zapominał, jak wysoki był jego przyjaciel.

Drugie imię Penelopy brzmiało Elaine, a Olivera Wallace.

- Widać - szepnął Ron, kiedy Oliver był mianowany. - Że mamy tu okropnie dużo rodziny królewskiej.

- Potter? Jesteś następny. Stań tutaj i podaj swoje imię i nazwisko.

- Harry Potter.

- Twoje pełne imię i nazwisko.

- Z tego, co wiem, to jedyne jakie mam - przełknął. - Syriusz by wiedział.

- Nieważne. Harry Potterze, czy wyrażasz zgodę na użyczanie swojej magii w celu zasilania zaklęcia szukającego?

- Tak.

Różdżka Malfoya połaskotała go delikatnie między brwiami.

- Niniejszym mianuję cię członkiem Ligi Ochrony.

Porto było słodkie i pikantne jak wino, ale rozgrzewało jego usta jak whisky. Malfoy przyglądał mu się bacznie.

- W porządku - powiedział. - Możesz mnie mianować.

Harry wyjął różdżkę z rękawa.

- Twoje imię.

- Draco Falco Leonis Malfoy de Douce-Douleur.

- Chryste! No dobra... Draconie Falconie Leonisie Malfoyu de Douce-Douleur, czy wyrażasz zgodę na użyczanie swojej magii w celu zasilania zaklęcia szukającego?

- Tak. - Będąc w tak niewielkiej odległości Harry widział mikroskopijne zmiany w źrenicach Malfoya, to rozszerzały się, to zwężały w migoczącym świetle świec. Jego rzęsy były bardzo blade.

Malfoy mrugnął, kiedy różdżka Harry'ego dotknęła jego czoła.

- Niniejszym mianuję cię członkiem Ligi Ochrony. - Ku jego zaskoczeniu, Harry poczuł, jak jego różdżkę opuszcza odrobina mocy. Przypominało to jakieś bardzo osobliwe zaklęcie. Podał Malfoyowi porto. Oczy Malfoya przymknęły się do połowy, gdy pił, i otworzyły ponownie, kiedy postawił kieliszek na stole.

- Ogłaszam to spotkanie Ligi Ochrony za zamknięte - powiedział. - Czy ktoś chce więcej porto, czy mam je wykończyć?

***

- Dobra. Możemy spróbować gdzieś tutaj? - Malfoy nakreślił linie limitujące zaklęcie, a potem narysował w powietrzu symbol Ligi Ochrony.

- Aktywować zaklęcie szukające... Ograniczyć do zaznaczonych limitów... Zasilić Ligą Ochrony... I teraz on zdefiniuje cel i narysuje symbol źródła mocy, którego szukamy... - Hermiona mamrotała, obserwując ich.

- Wszyscy siedzą? - Harry pospiesznie opadł na jedno z krzeseł. - Chartulaviv' - powiedział Malfoy, a symbole rozbłysły i znikły.

Harry spojrzał na Hermionę.

- Co będzie... Och! - Magia już wlewała się w niego z powrotem.

Malfoy uśmiechnął się. Harry nie przypominał sobie by kiedykolwiek widział na jego twarzy wyraz tak wielkiej satysfakcji.

- Nawet mi nie zabrakło tchu - powiedział.

- Draco... - Hermiona aż promieniała. - Jeśli sześciu z nas może przeszukać bibliotekę w mniej niż...

- To jeśli będziemy mieli setkę - przerwał jej Malfoy. - Uda nam się zrobić wszystko za jednym zamachem.

- Znajdźcie Minerwę - poradziła im Penelopa. - Zbliżają się ferie wielkanocne. Możemy zebrać wszystkich starszych uczniów i skontaktować się z absolwentami.

***

Ku zaskoczeniu Harry'ego, każdy uczeń, który osiągnął już pełnoletniość, zgodził się pozostać w zamku na święta. W dodatku powróciła spora liczba absolwentów. Obowiązki w ministerstwie zatrzymały Neville'a, ale zjawili się Fred, George i Ginny, tak samo jak Angelina Johnson. I...

- Potter - powiedział Malfoy. - Pamiętasz Pansy Parkinson.

- Parkinson-Tibbs, jeśli łaska. - Oparła niemowlę na swoim lewym ramieniu, wytarła prawą dłoń o koszulę i wyciągnęła ją w kierunku Harry'ego, a ten odwzajemnił uścisk.

- I Flint... Pucey... Nieźle trzymasz szczękę, Potter... Mil Bulstrode...

- Nie ma Zabiniego? - zapytał Flint, rozglądając się dookoła.

- Nie żyje - odpowiedział, nie zmieniając wyrazu twarzy Malfoy, Flint uścisnął go nieco brutalnie i wtedy szczęka Harry'ego opadła.

- Przepraszam profesorze. - Harry spojrzał w dół na przepychającego się obok niego Tally'ego Jonesa, który wpatrywał się we Flinta z szeroko otwartymi oczyma. - Panie Flint... czy mógłbym... Mógłby mi pan podpisać się na bluzie?

***

Wielka Sala aż pękała w szwach wypełniona uczniami i absolwentami, gdy nagle ogromne drzwi wejściowe otworzyły się i miejsca jeszcze ubyło, gdy wkroczyła olbrzymia postać.

- Hagrid! - krzyknął Harry i rzucił się na niego. Nawet jeśli uścisk półoblrzyma nie wywoływał już uczucia łamania kości, tak jak powinien, to nadal wystarczał, by unieść stopy Harry'ego znad ziemi.

- Mówiłem, byś się nie martwił, Harry. Uzdrowiciele złamali klątwę i teraz tylko mnie podkarmiają. Odzyskuję siły. Na lato będę jak nowy. Poczekaj, a zobaczysz. - Zauważył dzban z sokiem dyniowym i wypił go dwoma haustami. - Nie powim... Mam mnóstwo roboty w Great Wrenching - ale zapytałem dyrektorkę, czy mógłbym pomóc, choć nie jestem za dobry w czarach, a ona powiedziała: "Hagridzie, jeśli coś pójdzie źle, to ktoś będzie ich musiał zanieść do skrzydła szpitalnego".

- Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale dobrze, że ktoś o tym pomyślał - odparła Hermiona.

- Sza - powiedział Ron. - Zaczyna się. - Troje z nich pospieszyło na podium, przed którym uformowało się sześć kolejek, by dołączyć do Malfoya, Olivera i Penelopy.

Harry spodziewał się, że Weasleyowie będą chcieli, by zainicjował ich Ron, ale oni zdawali się mieć swój własny pogląd.

- Podaj swoje imię i nazwisko - mruknął do Charliego.

- Charles Edmund Weasley.

- Charlesie Edmundzie Weasleyu, czy wyrażasz zgodę na użyczanie swojej magii w celu zasilania zaklęcia szukającego?

- Tak - odpowiedział Charlie.

Większość entuzjastów quidditcha ustawiło się przed Oliverem, a Penelopa dostała obecnych i byłych Krukonów.

- Fryderyku Jamesie Weasleyu, czy wyrażasz...

Tak jak na ceremonii przydziału, czekający tłum skracał sobie czas rozmową. Harry zauważył Dennisa Creeveya z czarną opaską na oku i tegoż koloru rękawiczką na jednej z dłoni. Nad jego głową unosił się dopełniający obrazu aparat fotograficzny.

- Justynie Michaelu Finch-Fletchleyu, czy wyrażasz zgodę...

Harry spojrzał na Malfoya, który właśnie mianował Pansy. Nie było w nim wtedy ni śladu szyderstwa. Jego dłoń spoczęła przez chwilę na jej ramieniu, a ona się uśmiechnęła.

Zaskakujące było to jak wielu uczniów ustawiło się w kolumnie Rona. Stali tam też ci nieśmiali, którzy nie potrafiliby spojrzeć Harry'emu w oczy. Harry zauważył, że było między nimi całkiem sporo Ślizgonów.

- Wirginio Anno... ee, możesz powtórzyć?

- Wirginia Elizabeth Anna Mary Weasley - powiedziała Ginny. - Mama chciała jeszcze Beatrycze i Wiktorię, ale tata wygrał w szachy.

Za Ginny stał Percy.

- Richard Percival - powiedział radośnie. - Czy mogę utworzyć nową kolejkę? Zostało jeszcze mnóstwo ludzi.

Harry nie wiedział, czy wolno mu było wydać takie pozwolenie, ale Malfoy odsunął się na bok, by zrobić miejsce.

- Czy możesz zebrać tu całą hordę Weasleyów? - zapytał. - Potrzebujemy każdej pomocnej dłoni, jaką możemy otrzymać.

Po tym wszystko zaczęło iść naprzód dużo szybciej, aż Harry skończył inicjowanie Mignonetty Dozier i spostrzegł, że z jego kolumny pozostała już tylko jedna osoba.

- Minerwa Margaret McGonagall - powiedziała.

Harry delikatnie dotknął jej czoła różdżką.

- Minerwo Margaret McGonagall, czy wyrażasz zgodę na użyczanie swojej magii w celu zasilania zaklęcia szukającego?

- Tak - odpowiedziała, a po jej policzkach potoczyły się łzy.

***

W chwili, gdy Harry opuścił różdżkę, stoły wypełniły się jedzeniem.

- Teraz? Chciałem już mieć to za sobą.

- Biedne, zawiedzione dziecko - powiedział Malfoy, klepiąc go pieszczotliwie po głowie. - Czy ty nie wiesz, że w Hogwarcie nic nie może odbyć się bez uczty?

Poddając się nieuniknionemu, Harry usiadł obok Malfoya, częstując się tłuczonymi ziemniakami. Po chwili dołączył do niego Justyn Finch-Fletchley.

- Harry! Jak dobrze, że wróciłeś do domu.

- Dzięki. Przepraszam, że nie odpowiadałem na twoje sowy.

- Całkowicie cię rozumiem, ale ty rzeczywiście musisz opowiedzieć mi o finalnej bitwie. Wiesz, że ta książka będzie bezużyteczna bez relacji Harry'ego Pottera. Musisz opowiedzieć mi o wszystkim, co się stało.

Harry przełknął i spojrzał na Malfoya, który bezwstydnie przysłuchiwał się ich rozmowie.

- Justynie, ja nie pamiętam.

- Więc oberwałeś Obliviate?

Harry potrząsnął głową.

- Ja po prostu... Wiem, że to zabrzmi kiepsko, ale myślę, że te wspomnienia są zablokowane. Mógłbym ci wszystko opowiedzieć, ale Neville już mi powiedział, że część rzeczy, które widziałem tak naprawdę się nie wydarzyła, więc nie mogę ufać mojej głowie. To było takie... Nie możesz sobie wyobrazić...

Uśmiech Justyna był smutny.

- Och, ależ mogę, choć to piekło dla historyka, Harry. Połowa świadków ma ten sam problem.

***

Kiedy każdy był już najedzony, wstała McGonagall.

- Chciałabym, abyście pozostali na swoich miejscach, kiedy zaklęcie będzie rzucane. Nawet przy wsparciu ze strony tak wielu osób nadal oczekujemy sporego odpływu energii magicznej. Jeśli ktoś z was poczuje, że wymaga pomocy medycznej, niech wystrzeli czerwone iskry, a jeden z ochotników wycofa jego zgodę i wyłączy go z zaklęcia. - Ochotnikami byli w większości uczniowie, którzy nie osiągnęli jeszcze wymaganego wieku, by dołączyć do Ligi. Harry uśmiechnął się zachęcająco do Billsborougha, Dunninga, i Lamba, których rozpierała duma z tego, jak ważne powierzono im zadanie.

Na Sali zapadła cisza. Duchy unosiły się w oczekiwaniu. Wreszcie Malfoy uniósł swoją różdżkę i nakreślił skomplikowany symbol, który zbierał z nich magię do zasilania zaklęcia szukającego, które miało objąć swoim zasięgiem cały zamek i błonia, poruszając się wewnątrz granic, które on i Hermiona ustalili wcześniej tego dnia.

Sigil lśnił w powietrzu przez chwilę, a potem...

- Chartulaviv'! - wykrzyknął Malfoy surowym, przykuwającym uwagę głosem i w momencie, gdy magia została wysłana, rozległ się szmer przyspieszonych oddechów.

Co będzie, jeśli w ogóle nie znajdą symbolu? Śmierciożercy mogli użyć innego języka albo nakreślić go w starożytnym alfabecie pochodzącym sprzed wydania systematyzującego kalligromancję Wielkiego Słownika Doktora Cowdreya w tysiąc sześćset czwartym. Albo...

Harry wyprostował się na swoim krześle, gdy poczuł przymocowującą się do niego nić. W Sali ucichło, a potem zawrzało i każdy, prowadzony przez zaklęcie, pospieszył na korytarz. Prawo, lewo, lewo, obok portretu Ushera Nieczystego. Tłum zatrzymał się.

- Jest w biurze Dumbledore'a - powiedział Harry.

***

Tłum cofnął się, a Hermiona, Malfoy i Harry weszli do gabinetu.

Malfoy zapalił świeczkę, a Hermiona wyszeptała zaklęcie - i zobaczyli go lśniącego nad samym środkiem biurka Dumbledore'a. Kiedy Harry tylko na niego spojrzał, poczuł jak nić magii się rozprasza.

Szybko zabezpieczyli sigil, a potem Hermiona zaczęła go przerysowywać, by mogli dowiedzieć się, jak go rozbroić.

- Nie rozumiem tego - powiedział Harry. - Mogli zostawić go w miejscu, w którym byśmy go nigdy nie znaleźli - na dnie jeziora, w Zakazanym Lesie, w środku grubej na cztery stopy kamiennej ściany. Dlaczego umieścili go na widoku?

- Potter, nie umiesz myśleć symbolicznie? - spytał Malfoy. - Jeśli w ogóle warto to robić, w takim razie jest to warte robienia doskonale. - Połyskujący sigil rzucał na jego twarz zimne światło. - Nie każdy syn ma szansę zrujnować największe osiągnięcie swojego ojca.

***

Hermiona i Malfoy ustawili w pokoju nauczycielskim nieaktywną, trójwymiarową kopię sigila, jako że gabinet Dumbledore'a był do tego stopnia wypełniony niezabezpieczonymi minami, że nie pozostało tam wiele miejsca do pracy.

W niecałą godzinę Malfoy potrafił go odtworzyć, ściągając magię od Harry'ego lub Hermiony lub od siebie samego, by zasilić cokolwiek, co można było wykonać za pomocą kalligromancji - opuszczanie i podnoszenie zasłon, transmutację kostki do gry w mysz, zmianę dwóch piór w parę nóg, które zaczęły przechadzać się w poprzek stołu.

Ale podczas gdy Malfoy mógł rozmontować miny, które sam stworzył, żadne z nich nie potrafiło nic zrobić z kopią tej, która znajdowała się w gabinecie Dumbledore'a, chociaż Malfoy próbował z coraz większą zaciekłością.

Wreszcie, kiedy sprawił, że przemienione w nogi pióra zaczęły wędrować po pokoju i kopać różne przedmioty, Harry'emu przyszedł na myśl pewien pomysł.

- Malfoy, większość czarodziejstwa w Nowym Świecie oparte jest na magii współczulnej. Wiesz, na przykład jak masz problem sercowy, to szukasz roślin w kształcie serca...

- Jakie to fascynujące - odparł Malfoy, a Harry mógł ocenić stopień jego frustracji przez to jak bardzo pozbawiony emocji był jego głos. - Czy to ma być coś ważnego, czy tylko pragniesz zabić czas przez pozwalanie sobie na wspominki?

- Zamknij się - powiedział słabo Harry. - To, co mam na myśli to to, że być może naprawdę skomplikowane zaklęcia rzucone przez kalligromancję mogą być zlikwidowane tylko przez nią samą.

- Hm - Hermiona zmarszczyła brwi. - Ale kalligromancja może operować tylko na rzeczach, które mają swoją nazwę.

- Ale to jest znak - nalegał Harry. Chwycił czysty pergamin i napisał: "Litera A". - Nazwa jest samą rzeczą.

Hermiona naszkicowała różdżką w powietrzu symbol.

- To jest "usuń" - powiedziała.

Malfoy zerknął na sigil, a potem przerysował go dodając symbol źródła mocy. Nic się nie stało. Wypuścił powietrze, co sprawiło, że włosy opadające mu na czoło podniosły się.

Potem nagle się wyprostował.

- Samą rzeczą - wyszeptał. Pochylając się nad kopią symbolu, naszkicował przy nim znak "usuń". Potem, wstrzymując oddech, narysował pętlę wskazującą na bezpośredni obiekt wychodzącą z czasownika "usuń", znalazł wolny koniec w źródle mocy i połączył je.

- Chartulaviv' - powiedział.

Cała konstrukcja znikła.

***

- Kiedy Draco zlikwiduje prawdziwy sigil, Harry, musisz być przygotowany, ponieważ może on zastawić inne pułapki - ostrzegła go Hermiona.

- Chciałbym wiedzieć, na co mam się nastawić. Malfoy, czy rozpoznałeś pismo swojego ojca w którejś z min, które widzieliśmy?

Malfoy zmarszczył brwi.

- Teraz, kiedy o tym wspominasz... Tak, wolał te psychologiczne: paranoję, koszmary, halucynacje. Żadne z tych powodujących pożary czy hałaśliwych.

- Świetnie. Więc wyjdę z tego gabinetu myśląc, że jestem Dumbledore'em.

Malfoy uśmiechnął się znacząco.

- Wyglądałbyś raczej ponętnie w butach na wysokich obcasach.

***

- Gotowy?

- Chyba. - Harry wytarł dłonie o szatę i chwycił różdżkę.

Malfoy powoli narysował znak "usuń", potem pętlę wskazującą bezpośredni obiekt. Poprowadził różdżkę w dół, by połączyć ją z wolnym końcem źródła mocy.

- Czekaj - przerwał mu Harry. - Stoisz dokładnie tam, gdzie by się spodziewali, że staniesz, a jeśli to odpali więcej min...

Malfoy przytaknął, rozejrzał się o pokoju, po czym wdrapał się na biurko i kucnął.

- W porządku?

- Dobry plan.

- Cieszę się, że popierasz. - Malfoy uniósł różdżkę - Chartulaviv... ee - jego prawe ramię zawahało się. - Kurczę!

- Co?

- Obłożyli go jednym z tych uroków uniemożliwiających wskazanie różdżką. - Lewa dłoń Malfoya owinęła się wokół prawego nadgarstka Harry'ego i Malfoy podniósł go i przykrył prawą. - Możesz... - Ale nawet we dwóch nie zdołali zmusić różdżki do wskazania na symbol.

- Nie ma problemu. - Harry przeszukał biurko i wziął z niego olbrzymie czerwone pióro. Skupiając w nim swoją moc, skoncentrował się na sigilu. - Chartulaviva.

Symbol zniknął. Z zapartym tchem czekali na hałas lub płomienie.

Po chwili Malfoy odetchnął z ulgą.

- Cóż. To było trochę rozczarowujące.

W tym samym momencie jego oczy wywróciły się do tyłu i spadł z biurka na plecy.

***

Malfoy był niski, ale za to solidniej zbudowany, niż na to wyglądał, więc zniesienie go ze schodów wymagało trochę wysiłku.

Włosy Malfoya rozsypały się na bark i ramię Harry'ego, łaskocząc go. Pachniały tak samo jak wcześniej. W tym, że Malfoy był najprawdopodobniej nieprzytomny i nadal pachniał tak samo jak wtedy, kiedy wił się z rozkoszy, i było coś okropnego, coś niemal przyprawiającego o mdłości... Harry przycisnął swój policzek do czubka głowy Malfoya, przełknął z trudem i ruszył dalej.

Skrzydło szpitalne było już w zasięgu wzroku, kiedy przyszło mu na myśl, że przecież mógł użyć zaklęcia lewitującego, ale na tym etapie niesienie Malfoya przez resztę drogi było po prostu łatwiejsze.

- Znowu prziesadziliście z zaklęciem szukającym, 'Arry? - zapytała Sofia, prowadząc Harry'ego do wolnego łóżka.

- Nie wiem, co się stało. - Harry położył Malfoya. - Sprowadzę Hermionę.

Oczy Malfoya otworzyły się i Harry usiadł pospiesznie, nim jego kolana odmówiły z ulgi posłuszeństwa.

- Nie przerywaj jej zajęć - powiedział łamiącym się głosem. - Jestem całkiem pewien, że wiem, co się stało.

- Co?

Malfoy odsłonił wewnętrzną stronę swojego przedramienia.

- Zlikwidowaliśmy podstawowe źródło mocy. Widocznie ja jestem awaryjnym.

Poprzedni rozdział

Następny rozdział

Spis treści