Opowiadanie jest kontynuacją "Je Te Plumerais".

Exaltation of the Lark

Harry Potter mnie złamał.

To pewne, skoro opierałem się lichym próbom Voldemorta przez dwie dekady, więc dlaczego jego ostatni wysiłek miałby zadziałać? Taka żałosna próba, rzeczywiście, zamknięcie mnie w celi z szesnastoletnim chłopcem. Nie, to musiał być Potter. Harry. Na pewno Harry także zabił Czarnego Pana, nie ważne, co mówi Prorok. To śmieszne - myśleć, że Dumbledore, Snape, Black i mała armia rudzielców Artura Weasleya doprowadziła do upadku Voldemorta.

To był Harry. Na pewno, bo jeśli Harry zabił wielkiego Lorda Voldemorta, Lucjusz Malfoy nigdy nie miał żadnych szans.

Muszę w to wierzyć, ponieważ Harry Potter mnie złamał.

***

Elokwencja prawników, potępiające mowy przysięgłych, wyroki sędziów. Wszyscy się we mnie wpatrują, a wielu z nich jest mi winnych galeony, albo przysługi krwi. W każdych innych okolicznościach potykaliby się o siebie nawzajem, próbując uwolnić się od swoich długów, zadowolić mnie, zapracować sobie na moją dobrą opinię, ale teraz...

Języki wysuwające się z nerwów i chciwości, smakują moją słabość i wyczuwają swoje nowe możliwości; wszyscy są Ślizgonami, nawet ci, co zostali przydzieleni do innych domów. Czy powinienem pójść za moje zbrodnie do Azkabanu - zbrodnie drogiej, zmarłej Narcyzy, powinienem powiedzieć - spłacić wszystkie długi i pozwolić szakalom w ministerialnych szatach grzebać w moim majątku?

Wpatrują się, wilki, żmije, hieny i sępy, a ja pozostaję człowiekiem, jakim byłem, Malfoyem, bo odmawiam im wiedzy, że światło rani moje oczy. Odmawiam usunięcia eleganckiej szaty, którą przyniósł mi mój syn, chociaż brak chłodu wywołuje u mnie nudności. Nie pozwalam natłokowi ludzi spowodować u mnie dreszczy. Odmawiam bycia wytrąconym z równowagi przez wszystkie te oczy, które nie są zielone, te włosy, które nie są czarne i zmierzwione, te ciała zbyt wysokie lub zbyt niskie, albo zbyt grube, albo zbyt cienkie... wszystkie te twarze, które nie są jego.

Zamiast tego myślę o mojej drogiej żonie. Nie jestem pewien czy mam być dumny z niej za wysunięcie się naprzód, czy zdegustowany, że jej zdrada była tak źle zaplanowana i krótkowzroczna. Nie mogę winić Narcyzy za jej ambicję, ale jej niecierpliwość kosztowała nas wojnę. Voldemort, chociaż nienawidził się do tego przyznawać, potrzebował mnie i nigdy nie dowiem się, dlaczego zdecydował się usłuchać mojej żony, kiedy dobrze wiedział, że go nigdy nie zdradziłem.

Ktoś zadaje mi pytanie. Zanim odpowiadam, owijam się w płaszcz zranionej, zmieszanej godności, zaniepokojony, że ten gest nie daje mi tyle, ile bym chciał. Tak, byłem śmierciożercą. Nie, nie przyjąłem znaku dobrowolnie. Dlaczego - oczywiście Imperius. Narcyza go rzuciła. na pewno wiesz, że była zaufanym sługą Voldemorta? Proszę przyjąć moje przeprosiny za obrazę majestatu, Wysoki Sądzie. Miałem na myśli Sami-Wiecie-Kogo.

Przesłuchanie ciągnie się, a ja uważnie wytyczam sobie ścieżkę, którą muszę podążyć. Nie martwię się; wiem, że na końcu odejdę jako wolny człowiek. W końcu już to kiedyś zrobiłem.

***

Draco jest różdżką w moim rękawie. Podczas toku procesu skończył osiemnaście lat i zyskał dostęp do funduszu powierniczego, który zostawił mu mój ojciec. Czyste pieniądze. Jego pieniądze. Bez zarzutu. Ci, co chcą mnie zaatakować, muszą rozważyć możliwość zemsty Dracona jako cenę mojego skazania. Jego lojalność w stosunku do mnie już wcześniej zaprowadziła go na manowce.

Nie wiem skąd wzięło się u niego to pasmo Gryfońskiej wierności ani nie mam serca by wyjaśnić Draconowi, że zwrócenie się do Dumbledore'a było rażącą zdradą naszej sprawy. Jest jeszcze dzieckiem, a już musi oddzielić swoją miłość do mnie od miłości do samego siebie. Być może kiedyś mu to wyjaśnię, ale nie wcześniej, niż upewnię się co do moich własnych motywacji.

Przychodzi by mnie odwiedzić tak często, jak tylko może pogodzić to ze swoją nauką, przekupując straże by zezwoliły mi na wygody, których nie chcę i przynosząc ze sobą kiedyś znajome własności, których ja już nie pamiętam. Niski stół z Japonii i dywan z Maroko wydają się nie na miejscu w mojej chłodnej, kamiennej celi i łaknę odrobiny piasku, w którym mógłbym rysować. Nie jestem pewien, co zrobić z piórem.

Przyniósł też szachy i patrzy na mnie jakbym oszalał, kiedy sugeruję warcaby.

***

To przez mojego syna dowiaduję się, że Harry też jest w Hogwarcie, kończy swoją edukację. Draco mówi, że zdaje się być wyciszony - albo przynajmniej wnioskuję "wyciszony" z "dąsający się, bo jego tak zwani przyjaciele skradli jego chwałę" - ale mój syn jest o wiele bardziej zainteresowany swoją odradzającą się przyjaźnią z Severusem Snape'em niż czymkolwiek, co robi Harry.

Snape. Ten przebiegły wąż, który ukradł mi syna, kiedy byłem zamknięty, przekonał go o słuszności swojej zdrady, sprzedał na zasadach zwycięzców. Draco bierze mój brak komentarzy na jego temat jako aprobatę i rozwodzi się nad arcydziełem zdrady Snape'a nawet, kiedy staram się nie zapytać, jak Snape radzi sobie z powrotem Harry'ego.

Zirytowane prychnięcie Draco mówi mi, że moje wysiłki zdały się na nic; zapytałem. Daje mi pobieżną, niesatysfakcjonującą odpowiedź i powraca do wyjaśniania powodów swojego podziwu dla człowieka, którego nienawidzę.

Nie mogę go poprawić. Jestem zbyt zajęty próbowaniem by samemu uniknąć tej pułapki.

***

Proces kończy się hordą dziennikarzy, którzy prawie moczą się w spodniach w swojej chęci zdobycia ode mnie słowa. Daje im tu i tam po oświadczeniu, moje ramię wokół barków Dracona, oboje gramy ofiary.

W pewnym sensie jestem nią, tylko, że moim dręczycielem nie była Narcyza, ani nie skończyła się jeszcze moja próba.

***

Pierwszą rzeczą, którą robię z moją nową wolnością jest kupno zbioru nagrań dziecięcych piosenek. "Allouette" śpiewa czarownica z irytującym, nosowym głosem. Wyrzucam je.

***

Mogłem ignorować uszkodzenie mojej istoty aż wyrzucili mnie z powrotem do prawdziwego świata. Jestem wdzięczny za proces, za dom z korytarzy, który on zapewnił, kiedy przerzucali mnie z miejsca na miejsce między nie-do-końca-tą celą i zatłoczoną salą rozpraw. Drżę na myśl, o ile szybciej bym się rozpadł, gdyby nie te przejściowe miesiące.

Siedzę przy moim nowym biurku, w moim nowym domu, oba nietknięte przez wściekłych aurorów i moją głupią żonę. Są rzeczy, które muszą zostać zrobione, a ja nie mogę pozwolić sobie na dalsze rozpieszczanie się. Ministerstwo zabrało większość mojego majątku, zostawiając mnie z kilkoma aktywami, co do których mogłem udowodnić, że nie zostały splamione niecnymi knowaniami Narcyzy i z większymi sumami, które zdołałem ukryć na wypadek takiej katastrofy.

Nadal jestem zamożny.

To nie wystarczająco dobre dla Malfoya.

Nie powinno byś wystarczająco dobre.

Obserwuję światło rozlewające się na moim biurku i zdają sobie sprawę, że nucę.

***

Harry Potter mnie złamał.

Jak kapryszący handlarz narkotykami z Nokturnu pozwolił mi wypróbować swój towar, odurzył mnie swoim ciałem, zainstalował to słodkie pragnienie młodego mięsa, uzależnił mnie od zielonych oczu.

Jego ciała. Jego oczu.

Zacząłem zdawać sobie sprawę, że rozkoszne, śmiertelne pragnienie jego nigdy nie opuści mojej krwi. Merlinie, nienawidzę go.

***

Ten bezimienny, młody mężczyzna nie sprzeciwia się scenerii, chociaż drży od chłodu. Jego oczy składają hołd mojemu nadal godnemu podziwu ciału, ale jego uznanie jest zbyt ulegle, by mnie zadowolić. Chłopiec nie ma odwagi by spotkać moje spojrzenie, spuszcza wzrok, bezpieczny, bo wie, że on jest dobry i czysty, i uczciwy, a ja nie.

Ten chłopiec nie myśli o sobie jako o lepszym ode mnie, ale nie może zebrać się i mnie dotknąć, pomimo swojej arogancji.

Znalezienie satysfakcji zabiera mi godzinę i zostawiam go obolałego i narzekającego, i tylko odrobinę bogatszego.

***

Mam teraz małą kolekcję albumów z piosenkami dla dzieci, tuziny wersji "Allouette". Żaden z wykonawców nie wymawia gentile jako "jaunty" (ang. tłum. beztroski, żwawy, lekki).

***

Draco, mój godny podziwu, drogi chłopiec jeszcze raz przychodzi do mnie i przynosi mi pojedynczy włos. Pyta stanowczo, co planuję z nim zrobić i widzę drwinę Snape'a przekradającą się po jego twarzy, która należała kiedyś tylko do mnie, czuję obłudny wykład warzący się pod jego księżycowo bladą skórą, gotowy wybuchnąć z całą straszliwą radością, jaką Severusowi sprawia przywrócenie osoby na jej miejsce. Cały fanatyzm nawróconych.

Więc mówię mu, a jego obrzydzenie i przerażenie zachwycają mnie.

***

Eksperyment z wieloskokowym idzie bardzo, bardzo źle i prawie zabijam k***ę z frustracji. "Avada" wymyka się z moich ust zanim szeroko otwarte, przerażone, zielone oczy, które kiedyś odbijały zaklęcie zabijające unieruchamiają moje wargi. Rzucam na niego oblivate i zostawiam swoje galeony na stole.

***

Harry Potter złamał mnie jak dziecko bawiące się zabawką, nieostrożne i ciekawe, niewinne w swojej niszczącej eksploracji. Żadnego zrozumienia tego, co zrobił, szkody, którą wyrządził, nieodwracalnej natury zniszczenia. Rozerwał mnie, kawałek po kawałku; wyrwał moje oczy, mój język, mój umysł, moje serce i zostawił mnie tak.

Mogę pozbierać się tylko o tym myśląc.

***

Jednego dnia w czerwcu skowronek siada na parapecie.

Oszałamiam go i podnoszę ostrożnie, czując rękoma jak łomocze jego serce.

- Allouette, - szepczę - je suis desole. Vous devez mourir, parce qu'il m'a plume. Je suis desole. Je suis desole. [1]

I jestem.

***

Draco wraca do domu, kiedy czerwiec zmienia się w lipiec. Zwykle go nie ma i rozumiem, że ten budynek jest tylko tymczasowym przystankiem, miejscem, z którego trzeba wyruszyć w swoją własną drogę. Swoją własną karierę. Swoje własne życie. Pozwalam mu odejść, wiedząc, że straciłem go ponad rok temu i trzymam język za zębami, kiedy przyprowadza do domu Snape'a.

Zastanawiam się, czy Harry'emu podobał się prezent i ignoruję to, że Snape trzyma mojego syna za rękę.

***

Cholera. Ten mały bękart mnie złamał.

***

- Jak ja kocham to światło.

I, Merlinie, to prawda. Ono sprawia, że on wygląda mniej dziko, zmiękcza jego boskie krzywizny i rozświetla te płonące oczy. Biedna ptaszyna dekoruje teraz jego mieszkanie, piękna i okrutna, i oczyszczona, i zdewastowana, taka jak ja, taka jak on. Jest cudowny, kiedy odmawia uznania mojej obecności.

Spraw, bym się do ciebie czołgał.

Próbuję znowu:

- Kocham jak poskramia twoje oczy, jak je pogłębia i koi niepokój.

Spraw, bym błagał.

Robi to, z jednym piórem przytkniętym do ust i błagam.

- Nie pozwól mi odejść. Jestem zagubiony. Słowa opadają jak oczyszczające sny kotłujące się w podświadomości, tylko ja znam to wyznanie. Żyję nim każdego dnia. Będę wypowiadał je wiecznie do bezkresnego wszechświata, ale o wiele bardziej wolałbym wlać je w jego ciało, mój ołtarz, nasz sakramentalny taniec rozebrany do jego esencji.

Boże, chcę by mnie pieprzył.

Całuję jego kark i Harry wreszcie odzywa się, jego wyznanie rzucone do mnie jak moja nagroda. Jego akcent się polepszył; ćwiczył i niszczące mruczenie jego głosu niweczy mnie kompletnie, wydobywając ze mnie jęk i jestem mu posłuszny tak, jak muszę. Całuję go i dotykam, tak jak mi rozkazuje.

- Wyjdź za mnie.

Te słowa zawisają w powietrzu i przez chwile jestem przerażony tym, co powiedział, ale potem on odpowiada, więc to ja zapytałem. Ja jestem złamany, nie Harry. Nigdy Harry.

Tak.

Tak.

Tak.

***

Harry Potter złamał mnie i za to będę go kochał przez całą wieczność. Chwyta mnie, a moje serce bije tak jak u tamtego skowronka, nim go zabiłem i Harry przysuwa swoje usta do moich.

~Finis~

[1] Je suis desole. Vous devez mourir, parce qu'il m'a plume. Je suis desole

Przykro mi. Musisz umrzeć, bo on mnie oskubał. Przykro mi.

Kontynuacja: Z lotu ptaka

Spis tłumaczeń

web stats stat24